Kolejny nowy bonus książkowy.

“Bizancjum”. Miałem już w rękach poczytałem, ale teraz mam własną kopię.

Co jest miłą koncepcją si?

Jutro ostatni odcinek rzeźni. Ostatni skok można by powiedzieć. Potem kilka godzin walki w domu.

I spokój.

Może mi się uda coś w końću napisać? Wściekły jestem, że tak dawno nie pisałem. Czuje, że sztywnieją palce mi. Wisi nade mną także koncepcja wysłania ich gdzieś, ale strachjest jakiś.

Udało mi się zdobyć kilka nowych (nie zbyt w sumie) tytułów książkowych w mojej ciągle powiększającej się kolekcji. Po kolei:

“Triumf Chirurgów” Jurgen Thorwald. Nie wiem, czy wspominałem o pierwszej książce z tego temu “Stulecie chirurgów”, która jednym słowem rządziła na wszystkich frontach, od wydania, po treść. Teraz dostałem kontynuacje, opisującą kolejne nowości w historii medycyny. Oczywiście nie przeczytałem jeszcze, ale od jutra popołudnia się biorę.

“Berlin 1945 Upadek”. Kolejna kontynuacja, tym razem autor to chyba Anthony Breevor (prawdopodobnie gdzieś literkę przestawiłem, ale who gives a shit?) . Pierwsza książka tego autora, którą łyknąłem rok temu na święta to “Stalingrad” (recka gdzieś na blogu). Tym razem zamiast opisu wschodniej granicy, obejrzymy upadek Rzeszy, spodziewam się bardzo mocnej lektury, w sam raz na święta.

i ostatni tytuł na tej liście, najstarszy zarazem:

“Serce” De Amcis. Tak książka dla dzieci, aleo maj got, jak bardzo piękna i prosta i moralizatorska jest. Jest jedną z tych książek, tą która dała mi pewne podstawy.

Oczywiście czytając ją teraz wychodzi jak bardzo zaniedbałem większość tych lekcji.

Mam nawet ochotę przepisać jeden z rozdziałów, by pokazać o co mi chodzi.

Do dziś wzrusza mnie strasznie. Aż dziw szczerze. Heh sentyment.

Tyle póki co, pograć może, albo zobaczyć coś i spać. Jutro sprzątanie odkurzanie etc. Wieczorem zapraszam na piwo prawdopodobnie po 18 rycerska.

Baj

Pisanie w tym okresie to zawsze ciężka sprawa. Właściwie można powiedzieć, że dziś zaczyna się ostatni skok, dni wolne się mi skończyły, teraz byle do gwiazdki. Klienci rozbuchali się i robią się oficjalnie głupsi od spermy ściekającej po ścianie.

No ale to wszystko raczej wiecie, bo widać w każdym sklepie.

Ostatnio niektórzy się mnie pytają : “Co tam u ciebie?” Odpowiadam Praca Praca Praca. Nie daltego, że nie żyje, ale dlatego, że głównie tam siedzę ostatnimi czasy.

Nie ma czasu, by czytać, ostatnio jedynie obejrzałem ostatnią główną rolę M. Caine’a  “Harry Brown”, i byłb bardzo spoko, głównie dlatego, że uwielbiam tego aktora. Zapewne po świętach jakoś będę mógł coś więcej pisać. Pomysł na opowiadanie kołują się w głowie, ale nie ma sił ich wkleić do worda.

Eh. monotoematyczny ten post…

A! Motorhead! Ostatnio wkręciłem sobie ich bardziej niż zwykle, ostatnie 3 płyty rządzą. Polecam staruchów.

No i oczywiście w czerwcu jadę na koncert Metallici/Slayera/Megadeth/Antrhax/Mastodon/Behemoth (masiakra).

Będzie ciekawie.

Dawno nie pisałem ,ale Ci którzy czytają (tu na boczku) mego Twita, wiedzą, że biegam z pracy na angola i średnio 10 godzin spędzam poza domem.

Wczoraj miałem pierwsze wolne w grudniu, większość czasu spędzam w pracy, co ogarnicza moją siłę do pisania. W głowie zjawiają się co jakiś czas pomysły co do opowiadań, ale nie trafia nic na papier, może po świętach? Nie jestem pewien. Niestety jest to norma w handl, że grudzień jest przegięty. Eh co zrobić.

Przesłuchałem se dziś w większości nowego Slyera( sam nie wiem dlaczego, nigdy nie przepadałem za nimi).

Więc moja opinia? “World Painted Blood” jest dobry, naprawdę dobry heavy. Fajne riffy solówki trochę zbyt pokraczne jak dla mnie(ale to kwestia gustu), do wokalu trza się przyzwyczaić, ale jak już pizną riff, to nie ma mocnych. Ofkursk teksty są śmieszne, ale w odróżnieniu od nowego Huntera, który swymi tkestami mnie po prostu rozśmeszył, tu one pasują jakoś. To heavy metal, to SLAYER, czego się spodziewałeś ? Ballady?

Kusi mnie złapanie czegoś do czytania, ale patrząc na ilość czasu posiadanego przeze mnie, nie widzę sensu.

Jutro 12 godzin, co oznacza kawę i ogarnianie, bonus jest taki, że nie będę stał 6 godzin na kasie, bo są kasjerzy. Większość to tak zwana fresz mit(oprócz powracającego Fenrisa), ale w miarę ogarnięci i nie posiadają kijów w dupie, co jest miłym plusem.

Zastanawiam się też ostatnio troszkę nad innym formami wylewania swojej inwencji, ale to są takie tam improvy jakieś nic konkretnego.

W sumie jak widać, nic ciekawego nie mam do powiedzenia, więc znikam.

Potem.

Wiem co chcę na święta:

Władca Pierścieni część I – Drużyna
Pierścienia – wydanie 4 płytowe

I część drugą
I część trzecią
To małe marzenie moje, które brzmi mieć tą najbardziej rozbuchane wydanie (ale bez jakiś tam figurek, bo to już dla mnie przesada). Właściwie prawie nie do spełnienia, bo w Poland nie dostępne już raczej.
Yh.
Dla wielu to może być bzdura straszna, ale naprawdę jestem wielkim fanem filmu i książki.
Dla “fanów”, którzy prychną w tym momencie pytając się ile razy czytałem, odpowiem zgodnie z prawdą.
” W jakim języku?”
Ponad 15 razy po polsku, w każdym chyba przekładzie (tak Łoziński też był, pożal się boże, ale wcześnie więc nie qmałęm jeszcze zła)
Ponad 5 po angielsku (dostałem na któreś święta, jednotomowe wydanie maasiakra).
Wiem, że film ma duużo błędów, ale to są w większości dla mnie minusiki, a nie minusy. Co z tego, że długie? Widzieliście ile stron ma książka ( i tak książka do huja, bo to jedna powieść rozbita przez edytora na 3 części).
Bywa nudna? Ba! A powieść z piosenkami/wierszami/dwustronicowymi opisami gór nie jest?
Milion zakończeń? Fakt, że tak jest, ale będziecie NAPRAWDĘ płakać na ile 12 godzin filmu z powodu pół godziny?
fuck byłem w England, był hajs, ale nie qpiłem. Nie jestem pewien, czy widziałem na półce, ale na bank, jakbym pogrzebał, bym znalazł.
No nieważne.
Bym musiał wrócić zresztą do powieści.
Przeczytać raz jeszcze.

Z radością mogę ogłosić pojawienie się nowej ksiązki Orkana (recenzja poprzedniej http://pbarwik.wordpress.com/2009/04/07/ke/). Prawdopodobnie ona dziś pójdzie ze mną do domku.

ALE!

Jutro wychodzi ( a dziś już leży u mnie na zapleczu) nowy tom Grzędowicza (Pan Lodowego Ogrodu t.3). Więc kto czekał to się doczekał.

Z podobnej beczki, Komudy “Czarna Szabla” powróciła w nowym wydaniu. I w nowej całkowicie niepotrzebnej ilości.

Tyle póki co.

Mam esej na angielski do napisania.

I test.

Kurfa

Tak więc Mastodon.

To króluje na moim profilu last. fm jak i słuchawkach.

“Crack in the Skye” to progresywny metal w najlepszym wydaniu. Połączenie stoner/psychodelic/prog/sludge i chuj wie co jeszcze metal.

Pierwszych albumów nie łykałem, bo basista się darł strasznie i mnie nie ciągnęło.

Nowa płytka jest doszlifowana, dorzucono harmonie wokalne i rozkręcono się w kwestii psychodelii.

Tworząc prawdopodobnie jeden z ciekawszych projektów tego roku.

Jednym z minusów jest długość albumu.

43 minuty, w tym dwa (świetne) kawałki trwają ponad 10 minut.

Oblivion i Divination to dwa single, fajne bujające.

Quintessence nie zapadł mi zbytnio w ucho, ale jeszcze, bo mam czas.

The Czar,  to piękno metalu. Nie wiem jak można nazwać inaczej 10 minut naparzania, które się nie nudzi.

Mógłbym dużo gadać o tym albumie, ale powiem jedno.

Póki co jeden z najlepszych albumów metalowych tego roku.

Jeśli nie najlepszy.

9/10

1. “Oblivion” 5:47
2. “Divinations” 3:39
3. “Quintessence” 5:27
4. “The Czar”

  • I. “Usurper”
  • II. “Escape”
  • III. “Martyr”
  • IV. “Spiral”"
10:54
5. “Ghost of Karelia” 5:25
6. “Crack the Skye 5:54
7. “The Last Baron” 13:01

 

 

 

Ale wyszedł, został zgwałcony przez stado ukraińskich kóz, więc zamiast tego kolejny bonus muzyczny:

Budzimy  się i wychodzimy ze śmietników.

Wyczołgujemy się z brudu wczoraj w ciepłą czystość dzisiaj.

Próbujemy szybko zmyć z siebie lepkie i nieprzyjemne wczoraj, oblewając się chłodnym i praktycznym dzisiaj.

Tanecznym krokiem przemierzamy poranki, by kiwać się jak piani ślepcy przez popołudnia.

By umrzeć na śmieciach wieczorami.

Czasami lubimy wchodzić innym ludziom do śmieci, rozglądamy się, szczamy zaznaczając dumnie teren i ruszamy dalej.

Bo nie możemy się zatrzymać, tempo tanecznego kroku(które może, ale nie musi być tangiem), przyspiesza każdego dnia.

Pijani zmęczeniem uciekamy przed wspomnieniami, taplamy się w błocie( z niekłamaną radością dziecka)

Spojrzenie w tył zmusiłoby nas do zrobienia.

 

STOP.

 

I świat by się zamknął.

I przez chwilę byłaby cisza.

I słyszelibyśmy po raz pierwszy własne myśli.

A wszyscy wiemy do czego takie zachowanie prowadzi.

 

 

Tomasz obserwował dom stojący przy skrzyżowaniu.  Był to jeden z tych starszych budynków, szary, odrapany i obmalowany graffiti. Widać na nim było, że przetrwał wiele remontów i  pożary. Mężczyzna w brązowym płaszczu miał z tym jeden problem.

Nie znał tego budynku. Read the rest of this entry »

Twit Twit

  • Zdycham dziś strasznie, off my game. Nie wiem co jest...Nie czuje się za dobrze. Fuck 1 hour ago
  • Praca...nie chcę mi się 8 hours ago
  • dom obejrzałem Zombieland i bardzo polecam. Rozmowa wieczorna, jutro 12 godzin pracy 19 hours ago
  • Impreza no jak najbardziej udana, interesująca, poprzez interesująca rozumiem całkowicie jebnięta 1 day ago
  • Dni leniwe...spacer dziś się odbył, rozmowa o Timie Burtonie, póki co spokój wieczorem wyjście. 2 days ago

Dawne dzieje