Dawno nie pisałem ,ale Ci którzy czytają (tu na boczku) mego Twita, wiedzą, że biegam z pracy na angola i średnio 10 godzin spędzam poza domem.
Wczoraj miałem pierwsze wolne w grudniu, większość czasu spędzam w pracy, co ogarnicza moją siłę do pisania. W głowie zjawiają się co jakiś czas pomysły co do opowiadań, ale nie trafia nic na papier, może po świętach? Nie jestem pewien. Niestety jest to norma w handl, że grudzień jest przegięty. Eh co zrobić.
Przesłuchałem se dziś w większości nowego Slyera( sam nie wiem dlaczego, nigdy nie przepadałem za nimi).
Więc moja opinia? “World Painted Blood” jest dobry, naprawdę dobry heavy. Fajne riffy solówki trochę zbyt pokraczne jak dla mnie(ale to kwestia gustu), do wokalu trza się przyzwyczaić, ale jak już pizną riff, to nie ma mocnych. Ofkursk teksty są śmieszne, ale w odróżnieniu od nowego Huntera, który swymi tkestami mnie po prostu rozśmeszył, tu one pasują jakoś. To heavy metal, to SLAYER, czego się spodziewałeś ? Ballady?
Kusi mnie złapanie czegoś do czytania, ale patrząc na ilość czasu posiadanego przeze mnie, nie widzę sensu.
Jutro 12 godzin, co oznacza kawę i ogarnianie, bonus jest taki, że nie będę stał 6 godzin na kasie, bo są kasjerzy. Większość to tak zwana fresz mit(oprócz powracającego Fenrisa), ale w miarę ogarnięci i nie posiadają kijów w dupie, co jest miłym plusem.
Zastanawiam się też ostatnio troszkę nad innym formami wylewania swojej inwencji, ale to są takie tam improvy jakieś nic konkretnego.
W sumie jak widać, nic ciekawego nie mam do powiedzenia, więc znikam.
Potem.