recka runda druga bardziej filmowa

„Seven Pounds” film prosty w analizie trzyma się jednie dzięki charyzmie i aktorstwu. Nie będę zdradzał fabuły, trejler se obejrzyjcie. Will Smith , obok niego piękna Rosario Dawson, która pokazuje niezłą klasę aktorską. W drugim planie Woody Harrelson jako ślepy grajek (mini rólka) i Barry Pepper równie krótka równie dobra. Jak mówiłem zakończenie jest przewidywalne, a także powód całego zamieszania jest prosty, jednakże siłą napędową jest złamany Will Smith. Jako znany wszyskim uśmiech, tu ukazany jest jako maska, a jedynie oczy i pojedyncze momenty załamania, ukazują jak źle z nim jest. To klasa aktorska,mnie ciekawi, Will wybiera sobie coraz trudniejsze kreacje, cieszy mnie to. Jego gra oczyma a także usilne próbowanie nie zakochania się w Rosario to punkty główne tego muwie. Ładny film, miły film, świetnie zagrany film, na zimne wieczory jak najbardziej 7+/10

recka

Więc kończę „miecz i kwiaty tom I” Marcina Mortki. Fabuła w całkowitym skrócie Młody niepasowany rycerzyk przybywa do ziemi świętej, ma na głowie „mroczny sekret” naiwnego mnicha i głowę wypełnioną bzdurami. Mortka wie jak pisać, czytał, że się wyrażę podręczniki. Fabuła ciągnie nas jak miło przez wszelakie problemy. A problemów bohaterowie mają pełno, od sodomickich templariuszy, assasynów, hien kończąc na za przeproszeniem zimnych sukach, czyli wykorzystujących wszystko i wszystkich księżniczkach. Opisy mi się podobały, bitwa pod Akką jest ukazana w pełnym chaosie tak jak zapewne wyglądało. W kwestii dialogów Pan Marcin trzyma poziom wysoki, czerpiąc styl (wydaje mi się) od starego pijaczka Sapkowskiego. W ogóle śmierdzi mi coś książeczka trylogią husycką, troszeczkę( może to wina bohatera) ale śmierdzi i nie mogę wybić się z tego uczucia. W Sumie polecam, miło się czyta, uśmiać się można nie raz, fabuła milutka. Ogólnie hm 7+/10 ?

świętaaaaa

W końcu udało mi się usiąść. Masakra odpoczywam sobie, dostałem nowy dysk kilka gier i (hejho) książki. Żyję turlam się jakoś, ale znajduję sobie co chwilę jakieś problemy, bo po co mam lekko wszystko ogarniać.  hnh. W głowie powoli składam jedną historyjkę pod postacią scenariusza filmowego(po co sobie życie ułatwiać). Serial „World at war” zajebisty pierwszy odcinek fajniutki jeszcze 25 :). Troch wspomnieniowo więc proszę F-i-s-z

A w mojej głowie przestrzeń mam solidnie wypełnioną
Setki wspomnień, więc podpierać muszę głowę dłonią
Są rzeczy co bolą, co wolą raczej nie wychodzić na wierzch
Tylko topić się na dnie
Więc proszę nie dręczcie mnie
Ja w tym co dobre,leciutkie chcę zanurzyć się i w tym pływać
Brud zostawić za sobą później pozmywać
Choć wiem że tak trudno z twarzą przegrywać
Uczę się wiem że nie zawsze muszę wygrywać
Uczę się, nie wiele wyniosłem ze szkoły
Pociłem się, nie spałem przez pierdoły
Które równie szybko uleciały
Nie rozwijały tego co rozwijać miały
Zgubiłem się gdzieś lecz odnalazłem po roku
Krok po kroku siebie szukałem
Kręciłem łbem na lewo, na prawo
W końcu podniosłem się i wstałem
I stoję i z gęby słowa wypadają prosto na mikrofon
Co pozwala nieść treść jak huragan,
Jak deszcz nieść moją treść
Gubiłem się, wstałem by później z hukiem spaść na ziemię
Są rzeczy co cieszą i bawią i są takie co dręczą sumienie
Są we mnie sprzeczności których nie potrafię zmienić i nie zmienię
Ulatują gdzieś i pozostaje po nich tylko wspomnienie
Ahaa
Powrócę jak zwykle. I zamiast wesołych świąt, życzyłbym przemyślanych świąt. Nie bądźmy fiutami dla siebie przynajmniej jeden dzień w roku 🙂

Moralność, II wojna i wogóle…

Więc sobie siedzę w dżobie. Ruch mniejszy, a ja próbuje czilować. Tak daję znać, że żyję. W wordzie kilka opowiadanek rozpoczętych, mam zamiar potem puścić je w eter. Na głośnikach blusik, co wprowadza mnie w radosny nastrój. Choróbsko opuściło mnie nareszcie, jedynie 2 dni do przyjazdu brodera( helloł broł:P). Walka trwa na froncie, książeczkę pt. „Stalingrad” se kupiłem(kozacka polecam), ogólnie nastrój znowu na II wojnę światową mam. Co za ciekawy okres, tak jakby wojna i polityka nagle zrzuciły maski i ukazały jak wielkie gówno człowiek potrafi sobie zgotować. Czytając wspomniane wcześniej „Dzienniki..” mogę dojść do wniosku, że humanum, może przejść naprawdę wiele. Ktoś mi kiedyś powiedział, że II WŚ, to morlana czarna dziura w XX wieku, ale to przesada, dziura była zawsze, tylko ładnie ukryta, pod stertą praw, których ludzie przestrzegali tylko ja chcieli. Zwała. Powrócę.

Da grejt kombak

Powróciłem! Oklaski i brawa kwiaty i konfetti! Jeżeli ktoś pracuje w handlu domyśla się, że  ledwo chodzę od kilku dni, tym samym mała przerwa była, ale jestem i cieszmy się sobą, zbliżając się do siebie, obserwując jedynie własne odbicie w monitorze.  Udało mi się w trakcie mego niebytu ynternetowego posłuchać trochę muzyki (Cynic drodzy państwo to bardzo dobra kapela, obczaić, polecam) poczytać ukradzioną dawno temu książkiem (Dzienniki nauczycieli z obozów i więzień hitlerowskich – masakra). Do tego przyznaje się do szafowania własnym uśmiechem do ładnych pań, bo w sumie po to uśmiechy są. Ogólnie staram się płynąć ostatnio sobie ustalonym spokojnym rytmem, ale dużo jest hmm kłód na drodze, jednakże statek płynie dalej, jak to spiewał jeden pan, który Katem był.  Wkręciłem sobie ostatnio na nowo II wojnę światową, (dużoo fajnych gierek na ten temat, ostatnio Brothers in Arms i Soldier) wyłapałem fajniutki 26 odcinkowy serial dokumentalny, który jak dobrze mój bruder ściągnie i przywiezie (mega szybkie łaczce ma winc wiadomo).  hm tyle póki co sen praca/sen/praca/sen/praca/repeat.

 

Ps. Post miał iśc dwa dni temu, ale go wcięło, ynternet mnie nie lubi.

poważny post

Zdycham. Kolejny dzień w pracy. Zajeb świąteczny nie mam możliwości spotkania się ze znajomymi, klienci robią się coraz bardziej irytujący i mam ochotę na papierosa. Chodzi mi po głowie kontynuowanie wątku opowiadania. Coś na podobnym terenie, po jednej dwie strony, ale z dialogiem i powtarzającymi się postaciami. Mam to szczęście, że nie widzę problemu z pisaniem dialogów, bo znam je z własnego osiedla. Około godziny do końca pracy, męcząca mnie choroba wciąż nie daje za wygraną, co może mnie doprowadzić do szeroko zakrojonego ostracyzmu.  Myślałem, że będzie mi się udawało pisać z rana, ale zazwyczaj nie mam sił, a do tego szybko muszę ogarniać różne questy. Dziś był nim ubiór. Udało mi się strzelić ładną fotkę, ale nie mam jak jej uploadować, może potem. Sylwester nadal pozostaje pod znakiem zapytania – prawdopodobnie dom przed kompem, bo nie mam pomysłu. Po stronie szeroko pojętej społecznej natrafiłem na mur nie do przebicia. Nie potrafię ogarnąć problenu, który (o szok) nie dokładnie jest wyiniem moich knowań.  Jedyne wyjście to chyba zaginięcie na jakiś czas w celu oczyszczenia powietrza. Irytujące bo kurwa naprawdę nie mam wpływu, ale jak będe traktowany jak trędowaty, to chyba nie ma sensu się silić oui?

Mega spirala dygresji

Więc miałem zamiar walnąć dopisek do opowiadania, pomysł jest ale skill chyba za mały, może też cierpliwości brakuje.. Narazie jest w „zawieszeniu” w celu analizy dokładnej. Zapieprz się rozpoczął i to na całego. Prawdopodobnie będe blogował z rana, bo wieczorami sił nie będzie starczało. Masakra, 1.2 tony towaru dziś w około godziny rozkładaliśmy. Hejho. Szokujące ale nie mam zbyt dużo o zdjęciach do powiedzenia, nawet żadenej ciekawej nie wkleję. Bo a. nie chce mi się b. nie będe wysilał się na tajemne omawiania fotek. Jak mnie coś natchnie to będzie notka oui?  Żłopię sobię smętnie zimną herbatę, na głośnikach Noon (centka muzyczka nie powiem) lekkim ambient unosi się w pokoju. Do tego z sił ode mnie niezależnych dojdzie do małej kwarantanny z mojej strony. Chorutkim jestem i nie chcę zarażać(chrupiutkim mi się napisało, freud by coś już analizował, ale nie żyje więc kij tam znim ja?). Dygress. Nową koleżankę mamy w dżobie- miła i w miarę ogarnięta, jest do kogo nowego gębę otworzyć. Wogóle dygress głębszy zwany inaczej drugim. Po zobaczeniu mojego zdjęcia, obca mi osoba nazwała mnie and aj kłołt „kontrowersyjny”. lol. mega lol. Żarcik na bonusie co by nie było. Co jest niejadalnego w warzywku? Wózek inwalidzki. Wersje zmodyfikowane są dwie: respirator. Złote zęby. heh. Co by było miło czytać. Kontynuując całkowity brak sensu i wątku, zwracam uwagę drogich czytelników na Z-boczoną historię kina Słowaja Żiżka- beka straszna, a do tego nauka psychologii freudowskiej Polecam gorąco.  Chyba tyle hm… aj bi bak, jak to powiedział austriacki kulturysta który został gubernatorem. (Tytuł filmu o Szwarcusiu już mamy hee).