Rozdział I „Jestem za stary na to gówno” mini fantastyczna opowiastka w odcinkach, bez morału ale za to z latającymi taksówkami.

W którym poznajemy naszego bohatera, który okazuje się niezbyt miły dla świata, a zwłaszcza dla trolli.
Poznajemy także pijanego taksówkarza, który jest nie małpą, broń boże, ale orangutanem. Na koniec pijemy whiskey, gdy dopada nas śmierdzący patolog Dr Stein.

Jim Gordon nie był cierpliwym człowiekiem, ani też zbyt wrażliwym na cierpienia mniejszości rasowych. Dlatego z całej siły kopnął trolla w brzuch. Wielkolud zatoczył się i upadł na stolik, pijane towarzystwo rozbiegło się po całym barze, byle dalej od walki. Następnie rozpiął swój płaszcz i lekko lecz pewnie złapał za pistol, który trzymał za pasem. Krasnoludzki barman nerwowo przełknął ślinę i po cichu starał się sięgnąć po leżącą pod ladą strzelbę. Była to wspaniała zdobycz, ukradziona grupie pijanych Powietrznych Piratów, znał jednak na tyle tego humanusa, że jakakolwiek próba, może zakończyć dużym bólem. Detektyw tymczasem zapalił papierosa i obserwował jak troll próbuje się podnieść z podłogi. Poprawił binokle i przeczesał krótkie rude włosy.
– Nie żeby mnie to nie bawiło, ale ile razy mam cię kłaść na ziemi?- Troll starał się wytrzepać z syfu swój strój, na który składał się czarny prosty płaszcz, z pod którego wystawała źle skrojona kamizelka.
– Na wszystkie kurwy Manhattanu, wiesz ile zapłaciłem za tą kurtałkę?!- Wydawał się bardziej zafrasowany swym ubiorem niż przegranym pojedynkiem.
-Średnio mnie to interesuje, bardziej ciekawi mnie gdzie jest młoda pani DeLaverry- Gordon złapał za krzesło i powoli zaczął podchodzić do przeciwnika.
-Panie! Nie przesadzajmy, może byłem lekko niemiły, ale przerwałeś mi posiłek swym utyskiwaniem- Wielkolud otrzepał się z kurzu, wyszczerzył w uśmiechu kły i wykonał głęboki ukłon.
– Azaliż mon ami, jam jest De Kristo, kupiec i twój sługa, jako, że powaliłeś mnie jako pierwszy człek jednym ciosem- Gordon zdjął odruchowo kapelusz, ale natychmiast uprzytomnił sobie, czego szuka.
– Piękne słowa jak na cwaniaczka z francuskiego wybrzeża, słyszałem, że miałeś jakieś problemy w Paryżu, to mnie nie interesuje, nie jestem z Ochrany, chcę tylko wiedzieć, gdzie jest Pani DeLaverry- De Kristo przechylił głowę w niedowierzaniu.
– Ta młódka? Spiła się wczoraj i odsypia w moim mieszkaniu, ale zapewniam cię przyjacielu, nic zdrożnego nie stanęło się.- Gordon zgasił papierosa i odwrócił to wciąż nerwowego krasnoluda.
-E pokurczu, gdzie masz przekaźnik głosowy?- Brodacz prychnął na obelgę, ale wskazał palcem na budkę w głębi sali. De Kristo jakby nigdy nic, podszedł do baru i zamówił kolejną szklankę whiskey.


Detektyw wcisnął się w małe pomieszczenie, klnąc na nowoczesne, a tym samym bzdurne sprzęty, które zawsze wydawały mu się za małe i całkowicie niepraktyczne. Wykręcił numer i spojrzał na zegar, była 16:30, dlaczego jeszcze się nie napił? Pieprzona robota, zawsze musi łazić po tych pieprzonych slumsach i zadawać się z tym ścierwem. Gdy tak klął pod nosem w tubie, którą trzymał przy uchu rozległ się głos.
-Yy, tak, Witam, Gordon z tej strony, tak, tak żyje i ma się dobrze, jeszcze przed wieczorem będzie w domu, tak dziękuje, nie wystarczy zwykła zapłata, do zobaczenia- Odłożył tubę na miejsce. Kolejna prosta robótka, kilkaset dolarów w kieszeni, zawsze się przyda, zwłaszcza, że ten głupi elf, łazi i gada wciąż o zaległym czynszu. Podszedł do De Kristo wyciągając w jego stronę papierosa.
– Muszę niestety porwać ci tą młódkę, jej rodzina, troszkę się martwi.- Troll westchnął i spojrzał na prawie pustą butelkę po whiskey. Złapał za papierosa i odpalił od pobliskiej świeczki. Dopił drinka, wyprostował się, tym samym przewyższając Gordona o minimum dwie głowy.
– Jak każesz, o panie.- Raz jeszcze skłonił się, rzucił brudny banknot na bar i razem wyszli na zewnątrz.
Miasto śmierdziało potem, brudem, ale co najgorsze wszędzie unosiła się para i ciężki odór spalin. Ruch na ulicy oraz nad nią, doprowadzić mógł do szału, po całym mieście latały taksówki, po ziemi zaś wlokły sie konie, te mechaniczne jak i zwykłe. Centrum Manhatanu nigdy się nie podobało naszemu bohaterowi, był raczej miłośnikiem spokojniejszej części miasta, jak Hell’s Kitchen, skąd pochodził.
De Kristo ryknął na taksówkę, która nadleciała szokująco szybko, był to wielki pojazd, który wyglądby jak zwykły samochód, gdyby nie fakt, że zamiast kół, miał małe silniki , które utrzymywały go w powietrzu. Wskoczyli do środka i dopiero wtedy Jim Gordon zrozumiał swój błąd.
-Jesteś małpą!- Krzyknął na kierowcę, ten odwrócił się i beknął na detektywa, był wielki czarny, ubrany w brudną i kiedyś białą kamizelkę oraz melonik, który przekrzywił się, tworząc wizerunek zawadiaki.
– Wydaje mi się miły panie, że *hec* prawidłowa nazwa to orangutan.- Gordon zaklął, inteligentne orangutany (i nie tylko!) to jeden z niewielu udanych eksperymentów wojskowych, próbowano wykorzystać je w walce, ale okazało wraz z intelektem pojawiła się moralność, a z tym całkowita nieskuteczność w planowanych atakach. Tym samym sprzedawano je na pęczki poszczególnym miastom, które wykorzystywały je jako sprzątaczy i jak widać taksówkarzy.
– Jesteś do tego pijany!- Orangutan machnął wielką łapą, doprowadzając do lekkich turbulencji w pojeździe.
-Eee tam milordzie, mój synek poszedł dziś pierwszy raz do pracy, chciałem z żonulkom to opić, ale nie martf się, szybko ze mnie to paruje.- Troll tymczasem jakby stracił zainteresowanie całym wydarzeniem, sięgnął za jedną z gazet wsadzonych w bocznych drzwiach. Spokojnie przeglądał NY Timesa, mrucząc do siebie co ciekawsze tytuły.
-Kurka, pokurcze znowu strajkują w Ohio, nie nauczą się..a heh, elfiaki znowu burzą się co do nauczania w L.A, o komiksy! Gordon w tym samym czasie wyjaśniał dokąd chce lecieć, po kilku momentach wystartowali.
Załatwiwszy sprawę z wciąż pijaną dzierlatką, nasz bohater, udał się na zasłużony odpoczynek.
Jak każdy prawdziwy dżentelmen Jim Gordon przepijał pieniądze w policyjnym lokalu „Pod złamaną pałą”. Tam starał się wlać w siebie jak największą ilości alkoholu w najkrótszym czasie.
Tam dopadła go nasza główna historia czytelniku.a dokładniej policyjny patolog Frank Stein.

yhym, mam nadzieje, że pojawi się uśmiech podczas czytania tego, drugi rozdział już w połowie napisany, chcę mieć całe rozpisane w postaci konspektu, by to skończyć. Steampunk, to takie fajne tworzywo.

Reklamy

5 Responses to Rozdział I „Jestem za stary na to gówno” mini fantastyczna opowiastka w odcinkach, bez morału ale za to z latającymi taksówkami.

  1. Fen says:

    dobre, dobre, szczególnie orangutan mnie zachwycił;D

  2. RCA says:

    Zacnie! Zaczytywać będę dalej! I powiem tak – pisz pisz pisz 🙂

  3. Kasia says:

    Az w nozdrza uderza zapach miasta, które opisałeś. To jest jak stary, dobry, czarno-biały film, tyle, że w przyszłości 🙂

  4. ares says:

    Interesujaca wizja, swiata kolorowa, prawdziwie bliska do obecnej rzeczywistosci za to bogatsza rasowo ;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: