Rozdział IV „La Revolution !”

W którym krasnoludy biją, Gordon pali, Poe nie pamięta, a jedyną logicznie myślącą postacią jest orangutan. A no i komunistyczny krasnolud składa propozycję.

To prawda, co mówią o zbliżającej się śmierci.

Życie Jima Gordona właśnie przewijało się mu przed oczyma, gdy butelka z benzyną zbliżała się do ziemi. Doszedł właśnie do jednego momentu, gdy jego ojciec po raz ostatni wyszedł do pracy, kiedy obiekt jego zguby wybuchł w powietrzu. Zdezorientowany spojrzał na swego wybawcę, Poe wypuścił z siebie kolejny kłąb pary.

– Co? Aha! Miałem pozwolić by to spadło? – Wokół trwał chaos, z stoczni wyszli łamistrajki i starły się z wściekłym tłumem, nad strajkującymi wyrósł nagle wielki czerwony znak, żądających wyrównania stawek i poprawy warunków pracy. Kolejne butelki poleciały na stocznię, jeden z strażników stanął w ogniu i zaczął turlać się po ziemi wrzeszcząc nieludzko.

– Wydaje się mi, że powinniśmy stąt zmykać, ino raz.- Orangutan złapał jeszcze otępiałego Gordona i zaciągnął go za róg budynku, gdzie stał ich pojazd. Tam również spotkali młodego Charlesa.

– Szybko panie! Ktoś chcę się z wami zobaczyć!- Gordon zaczął czuć się jak w podrzędnym opowiadaniu, gdzie fabuła porywa bohatera po różnych dziwnych miejscach, zwłaszcza, że nie chciał nigdzie iść, po za domem, a dokładniej łóżkiem. Nie reagując na ten mały tchórzliwy głosik w głowie, ruszył za, młodzieńcem w ciemną alejkę. Kilka dosyć nerwowych minut później nasza grupa bohaterów znalazła w pokoju oświetlanym jedynie jedną gazową lampą, przy stole siedział stary zmęczony krasnolud, przeglądał stosy dokumentów. Nie podnosząc głowy rzekł.

– Wasz mały przyjaciel zadaje ciekawe pytania, skąd zainteresowanie naukowcem?-

– Taka praca.- Gordon wyjął papierosa i rozejrzał się po pomieszczeniu, nie licząc kilku drewnianych szafek, miejsce wyglądało bardziej na więzienie niż pokój użytkowy.

– Jestem przywódcą KZZ, Krasonoludzkich Związków Zawodowych, jak możecie zauważyć, jestem lekko zajęty.- Morgue zerknął na niego z powątpieniem.

– Nie chcem, się wtrącać, ale wydawać siem można, że twoi ludzie som właśnie bici, na własne życzeniem, przez stocznie. –Krasnolud w końcu zechciał zwrócić na gości wzrok.

– Sytuacja jest pod kontrolą, firma płaci tragicznie mało, warunki pracy są okropne, mamy prawo do walki o lepszy byt.- Mina Jima mogła wystarczyć na odpowiedź.

– Walczcie sobie nawet i o odbyt, ja potrzebuje…- Szef związku przerwał mu gwałtownie.

– Gówno wiesz humanum, moi bracia cierpią, byś ty jadł, nie traktuj mnie jak jakiegoś elfickiego anarchistę! Ta banda wykształconych i bogatych dzieciaków, nagle zauważają, jakie warunki panują w fabrykach i wybiegają na ulice! Tu nie ma żadnych niedomówień człowieczku, ja próbuje ratować i twoją rasę, klasa robotnicza umiera, jesteśmy głodni, zmęczeni i bez środków do życia.-

– Wiem to. Jednakże, nie przywołałeś nas tu na krótki kurs z życia robola, a po coś innego tak?- Krasnolud wzruszył ramionami.

– Podobno poszukujecie Tesli, ja wiem wszystko, co się dzieje w tym dystrykcie. Pytajcie.- Gordon zgasił papierosa na podłodze.

– A w zamian ? – Krasnolud wydawał się być oburzony.

– Zbliża się rewolucja panie Gordon, jest bliżej niż myślisz, twój sarkazm jest nie na miejscu.- Gordon skrzywił się.

– Jak już skończyłeś się oburzać, co takiego potrzebujesz z laboratorium Tesli?. – Temperatura w okolicy gwałtownie spadła, było to jedno z tych zdań, które mogło doprowadzić do nagłego zwrotu akcji.

– Nie mogliśmy dostać się do budynku, ma jakieś zabezpieczenia, prawie straciłem dwóch ludzi Ty zadasz swoje pytania, wejdziesz do laboratorium i przyniesiesz mi schematy R-150.- Gordon odwrócił się do Poe.

– Otworzysz drzwi w labie swego doktorka? –

– A czy Wergiliusz wielkim poetom był?- Krasnolud usiadł z powrotem za biurko. Jim podszedł do niego i oparł ręce o blat.

– Tak naprawdę mam jedno góra dwa pytania… Czy ktoś widział moment jak Teslę porwano?

– Nie, bo nie zrobiono tego tu, wsiadł do taksówki i odjechał. – Zdziwiony detektyw spojrzał na robota, który jak na wielką puszkę, wyglądał na zaskoczonego.

-Dlaczego bogacz i imigrant buduje sobie pracownie w slumsach? – Krasnolud wzruszył ramionami, ubrał binokle i zaczął przekładać papiery.

-A diabli wiedzą, był pokręcony jak zegarek trolli, miał tu w sumie spokój i ciszę, nikt go nie rozpoznawał, jego się zapytaj. – Gordon przetarł oczy, zmęczenie zaczęło go dopadać.

– Wychodzimy, Poe prowadzisz, do ciebie wrócimy jak tylko skończymy swoje.-

Na zewnątrz było już ciemno, nasi bohaterowie zmęczeni szli w stronę celu. W pewnym momencie detektyw zatrzymał Poe i wycelował w niego palcem.

– Słuchaj złomie, jeżeli próbujesz mnie z jakiegoś powodu wykiwać to możesz już stąd wypieprzać, nie potrzebuje kolejnego utrudnienia. – Maszyna gwałtownie zatrzymana, zatrzęsła się.

– Wybacz drogi panie, jakem żyw, w mej pamięci wyryte mam, że porwano go sprzed laboratorium. –

– Widziałeś to?- Lampki robiące za oczy zabłysły gwałtownie.

– Byłem tam.-

– Czy.To.Widziałeś?- Gordon przyparł robota do muru. Orangutan starał się go łagodnie odsunąć.

-Nie, po prostu wiem, jedyne, co pamiętam, to, to, że wróciłem do domu i zakomunikowałem o porwaniu pana.- Detektyw odsunął się od niego, spojrzał uważnie i zapytał.

– Jesteś maszyną samomyślącą tak? Ale czy to oznacza, że nie można zamontować jakiegoś rozkazu? – Poe wydawał się być zdegustowany takim pomysłem.

– Możliwe tak, ale kto mógłby to…- Orangutan spojrzał na obu z politowaniem.

– To elementarne, jego pan chciał zwiać z miasta, to mu przylutofał jakieś inne zdaszenie. –

– Pytanie brzmi, dlaczego?-

-Na to odpowiemy jak go znajdziemy- Dotarli w do celu, który był wielkim drewnianym budynkiem, z zamontowanymi wielkimi metalowymi drzwiami. Na nich widniał zamek kodowy z małym wyświetlaczem. Robot w obłoku pary podszedł do drzwi i przy akompaniamencie różnych pisków wklepał kod.

Laboratorium Nikola Tesli stanęło otworem.

Trochę krócej, bo się mi wątek rozdziału skończył, V rozdział już w połowie napisany płyniemy dalej..

Papapapa

Reklamy

2 Responses to Rozdział IV „La Revolution !”

  1. Fen says:

    A kto stanie pierwszy pod ścianą jak przyjdzie rewolucja?XD a poważnie, trzymasz poziom. Nie wiem czy zamierzone ale kończysz rodziały w typowo cliffhangerowy sposób;)

    • pbarwik says:

      pieprzone pseudo anarchistyczne elfy that’s who! Dziś piąty rozdział, za dużo się z nim jebie, muszę go skończyć, bo to środek motywu i fabuła nie ruszy jeśli nie zakończę tego dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: