Jom ca’ar

Zamyka oczy głęboko łapie oddech. Z szczeliny w drzwiach wpada promyk światła.

10 lat temu.

Po raz pierwszy zobaczył ją latem na ulicy, sprzedawała jabłka, uśmiechnął się, a ona odpowiedziała tym samym. Świat się dla nich zmienił. Podszedł do niej by się przywitać.

9 lat temu

Dotyka ją tak jak mąż może dotykać żonę, ona wzdycha, on ją całuje. Są ze sobą nic innego się nie liczy.

Czuje ciężar rewolweru, jest czarny i ciężki. Jego lufa jest gładka i ciepła. Broń zawsze czeka na wystrzelenie.

8 lat temu

Jego ojciec bierze go na stronę na spotkaniu rodzinnym, daje mu rewolwer. Broń swej rodziny mówi mu. Ona jest w ciąży, a na zachodzie dzieje się źle.

7 lat temu

Rozmawia z uciekinierami, ona siedzi przy nim, dzieci bawią się w pokoju. W domu rośnie napięcie.

Ktoś go klepie w ramię. Jeszcze chwila mówią mu. Zamyka oczy. Zagryza wargi. Wspomina.

5 lat temu

Całuje ją na pożegnanie. Ludzie na niego czekają. Śmieją się, że zatłuką przeciwnika i wrócą przed świętami.

4 lata temu

Powrócił, dom pusty, opuszczony, jedyny powód, dla którego nie zabił się, to sąsiedzi, którzy zabrali mu naboje. Broń trzyma w ręce. Siedzi na podłodze. Płacze. Spędzi tak trzy dni.

Ktoś za nim kaszle. Ludzie są nerwowi. Bierze naboje. W myślach powtarza mantrę. Włóż nabój. Włóż nabój. Włóż nabój. Włóż nabój. Odciągnij kurek. Czekaj. Byłby to dobry moment by uronić łzę. Ale łzy się skończyły jakiś czas temu. Przekrwione oczy wypatrują otwarcia drzwi. Jeszcze nie. Jeszcze nie.

Rok temu.

Zabrali mu wszystko, zostało jedynie ta pustka, którą chcę wypełnić zemstą. Tylko to nie uczucie, lecz cel. Przyjaciele zabierają go na spotkanie. Ludzie się kłócą, on milczy, czeka.

40 minut temu.

Wychodzi z domu, bierze schowany pod podłogą rewolwer. Uśmiecha się. Jedyna pamiątka po ojcu. Po niej zostały mu jedynie wspomnienia.

20 minut temu

Biegną przez ulicę. Rozgląda się nerwowo. Ktoś gdzieś krzyczy. Gdzieś słychać syreny. Kurczowo trzyma broń pod kurtką. Wbiegają do budynku. Zamyka za sobą drzwi. Wypatruje samochodów.

Minutę temu.

Przypomniał sobie, że miał się pomodlić. Teraz ktoś syczy za nim. Zamyka jeszcze na sekundę oczy. Wspomina ten uśmiech.

Wybiega na ulice, wszędzie słychać krzyki i płacz. Podbiega do najbliższego żołnierza i strzela mu w twarz. Wrzeszczy. Jest 19 kwietnia 1944 roku.

Niedługo ona znów się do niego uśmiechnie.

A to wszystko wina Erce. Bo napisał  opowiadanie. No to odpowiadam czymś innym. Chciałem za eksperymentować z opowiadaniem od tyłu od jakiegoś czasu.  Miało być w naszej ciągnącej się historyjce, ale nie jest.  Póki co może jeszcze to powtórzę.  Wracam do VI rozdziału. Mam nadzieje, że się podobało

Edit: Zmiana tytułu bo za kija nie pasowała do treści. Poprzedni tytuł wziałem z świetnego kawałka Rootwater, przy którym dane opowiadanie powstało.

Reklamy

2 Responses to Jom ca’ar

  1. RCA says:

    Bardzo, bardzo fajne! Najlepsze jest to jak buduje napięcie.

    Mam wrażenie, że jesteś lepszy w pisaniu, niż ja 🙂 Rzucam rękawicę. Czas na odpowiedź.

  2. Fen says:

    Wow, zmiana klimatu i tempa. Bardzo ładnie, zręcznie napisane, Szacun;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: