Mini recka i większy essej o psycho…

Kliknij wiesz, że chcesz..

„Zły porucznik”

Man co za lekki i przyjemny film. Harvey Keitel jest stworzony do takiej roli. Nie opisuje fabuły, bo takowej nie ma właściwe, mamy do czynienia z małym wycinkiem życia, prawdopodobnie najgorszego gliniarza w NY. Keitel to tour de force w tej roli, bo obnaża się (fizycznie i psychicznie), pozwala sobie na najgorsze rzeczy. Jedynie dzięki temu film trzyma jakiś poziom niestety. Bez roli Keitela prawdopodobnie byłby to film średniawy. Zwłaszcza, że widzimy próbę odkupienia, która jest ciekawa w świecie tego filmu, ale oprócz tego nie ma dla mnie prawdziwego zakończenia. 6/10 ogólnie, za Harveya 7/10.

Dostałem całkowicie przypadkiem Eragorna/Najstarszego/Brisingira po angielsku, co możliwie zmusi mnie w końcu do przeczytania książeczek, ale to tzw. „potem”. Recenzji Watchmen nie będzie, dopóki nie obejrzę filmu jeszcze raz.

„Czerwony smok/Manhunter” – Dwa filmy dwa różne okresy, różni aktorzy, ta sama fabuła. Manhunter nakręcony przez zajebistego Michaela Mann’a to ponury krwawy thriller czyste przedestylowane lata 80-te. Po stronie dobra mamy zaniepokojonego i (całkiem subtelnie granego) psychologa Williama Petersena (tak pan z CSI). Po stronie zła mamy Toma Nooana, który dobrze i złowieszczo odgrywa psychopatę.  Jednakże najciekawszą postacią jest Dr. Hannibal „Kanibal” Leckter (w tej części Lektor), grany bezbłędnie przez Briana Coxa (zresztą uwielbiam tego aktora).  Temat jest standardowy poszukiwania seryjnego mordercy, zamiast Jodi Foster mamy utrudzonego psychologa, który złapał Lectera. Jak na zwykły thriller, gra aktorska jest na wysokim poziomie. Na pierwszy plan wysuwa się (pojawiający się w max 3 scenach) Lektor, Cox gra go bardzo bardzo subtelnie, dłużej niż zwykle się wpatruje, ogranicza mimikę, właściwie nie ukazuje żadnego szaleństwa, nie próbuje nikogo ugryźć.  Robi tylko to co lubi, czyli pierdoli w mózgu głównego bohatera, któremu rzuca trudny i fajny pomysł choroby psychicznej. Noonan psychopatę gra jak opóźnione dziecko, powolny spokojny chód, smutne oczy, jedynie w kilku scenach widzimy prawdziwą bestię, co jest doskonałym pomysłem (tak samo Cox’a) bo wiemy, że koleś jest chory i czekamy na wybuch, który tak naprawdę jest na końcu. No i pan psycholog, grany bardzo subtelnie jak na główną postać w thrillerze, mamy wpierw niechęć do tej pracy, napięcie pięknie budowane kamerą w scenach z Lektorem i co najważniejsze i najlepsze w tej postaci lęk. Narastający lęk, nie przed psychopatami z którymi główny bohater walczy przez całe życie, ale przed samym sobą. Potrafi zagłębić się w umysł szaleńców, a Lektor podrzuca mu kolejne trudne pytania (w tym zajebiste pytanie na tak naprawdę koniec dialogu, „Dużo sypiasz Willy?” ładny mini mindfuck dla głw. bohatera). Bardzo dobre mocne kino, prawdopodobnie jeden z najlepszych thrillerów lat 80-tych, przegapiony ze względu na Milczenie Owiec. 8/10

Red Dragon- Nowa wersja nagrana przez Brett Ratnera. Mamy tu śmietankę aktorów w sumie kilku pokoleń, Sir Anthony Hopkins, Edward Norton, Ralph Fiennes i Harvey Keitel. Nieźle nie? Fabuła właściwe się nie zmieniła, po za dodaniem więcej scen z Lekterem, oraz kilka wyjaśnień co do natury „Czerwonego smoka”. Aha i zmieniono zakończenie. Mamy tu coś czego nie spodziewałem, że napisze. Sir Anthony jest za bardzo taki „aaargh” powiedzmy hamiasty. POżera ekran. Grał go tak od początku więc można się przyzwyczaić, Norton jest jak zwykle na wysokim poziomie, głównie dla tego, że po prostu świetnie gra umęczone postacie. A Fiennes? prawdopodobnie lepszy od Noonana, być może dlatego, że ma więcej scen. Średnio interesowało mnie ukazywanie powodów choroby Smoka, ale zakończenie daje odpowiedź dlaczego było o tym mówione.  Ralph Fiennes to dla mnie zagadka, jako osoba to bardzo spokojny wyczilowany anglik, jego role to zazwyczaj chorzy pierdolnięci ludzie, od nazistów, po „Pająka” i czerwonego smoka. Gra go bardzo płynnie, od pierwotnego uczucia wstydu do siebie, strachu przed kobietami, po ciekaawe próby odkupienia i ucieczki przed własnym potworem. Właściwie ten nowy Smok, pozwala spojrzeć na tą historię w  inny sposób. Jak wspomniałem przewija się w nich wątek ucieczki psychologa przed własnym problemem i możliwą narastającą chorobą. Daje to w pierwszym Manhunterze ciekawą symetrię, zadowolony z siebie Lektor, Smok całkowicie zagubiony w żądzach i uciekający od nich psychiatra. Jest tu gdzieś odniesienie do Ego, Id i Superego, w nowej wersji, dotychczasowy zaspakajający impulsywne żądze (czyli Id?) próbuje przerwać cykl. Norton ma scenę czystego konfliktu z Hopkinsem (ego walczy z superego), a zarazem na koniec wykorzystuje swą mroczniejszą stronę by pokonać przeciwnika. Co pozwala rzucić pomysłem o próbie zamiany się miejscami. Smok nie ma możliwości na odkupienie, bo sam jest ofiarą, jego zadawanie cierpienia to czysty dziecięcy odruch, co Norton genialnie wykorzystuje.  Czy w ogóle pamiętam o czym piszę ? Być może, ale fajny pomysł był więc ot co. Jedynie Lecter wydaje sie ironicznie być stałą jednostką, wie czego chce, nie interesują go podstawy moralne, zmusza psychologa do ciągłego kwestionowania siebie. Red dragon to dobra 7/10. Jednakże oba filmy dają troszkę do myślenia, Manhunter ładnie obiera z godności i bohaterskości główną postać, gdzie właściwie możeny się zastanawiać nad jego stanem( a może problemu nie ma, to tylko Lektor pierdoli mu w głowie?) . Drugi ukazuje dwa różne rodzaje ucieczki przed problemem, zakończenie wskazuje na być może pogodzenie się z faktem swej mroczniejszej strony.  Tak czy siak dobre mocne kino.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: