Opowieść zimowa.

Mężczyzna szedł przez śnieg.

Opatulony w brązowy płaszcz, był jedyną osobą na chodniku, obok obojętnie mijały go kolejne samochody. Wydawał się nie przejmować tym i z uśmiechem na twarzy przyjmował na okrągłą twarz płatki, nie zostawiał nawet śladów na ziemi.  Z jednej z kieszeń wychylił się zmarznięty i widocznie podirytowany kotek. Szli tak od kilkudziesięciu minut, podczas gdy miasto tonęło w bieli. Zaczęli docierać do galerii, gdy spotkali niemłodego mężczyznę skulonego i grzebiącego w śmietniku. Podchodzi do niego i kładzie mu rękę na ramieniu.

-Wszystko  w porządku?- Ma ciepły i przyjazny głos.

-Z-z-zimno mi.- Odpowiada mu, ten zdejmuje płaszcz, kot włazi mu na ramię. prychając z zimna. Bezdomny korzysta z ciepła, ale patrzy w zdziwiony.

-A ty?- Odpowiada mu z uśmiechem.

-Ja już prawie jestem na miejscu, więc nie potrzebuje go.- Odpowiada mu z uśmiechem, schyla się i patrzy bezdomnemu w oczy.

-Twoja żona ci nie wybaczyła.- Ten patrzy oniemiały.

-Ale córka tak. Jest w mieście, pieniądze masz w kieszeni, umyj się i spotkaj się z nią.- Odchodzi szybko, a kot mruczy niezadowolony i włazi mu do kieszeni spodni.

-Nie marudź.- Mówi z uśmiechem i skręca w stronę galerii.

Wchodzi do niej i otrzepuje się ze śniegu, kociak wyskakuje mu z kieszeni i idzie w swoją stronę. W około świąteczny chaos, wszyscy biegają z wyrazem paniki na twarzy. Mężczyzna spaceruje spokojnym krokiem, w pewnym momencie staje i przysłuchuje się czemuś. Skręca w stronę toalet, idzie długim korytarzem wciąż nasłuchując. Wchodzi do jednego z kiblów i staje oniemiały.

Na ziemi siedzi młody może pięcioletni chłopiec i zalewa się łzami. Obok niego siedzi kotek i patrzy się swymi zielonymi oczyma. Ten zerka na niego z pewnym wyrzutem i schyla się do dziecka.

-Hej, ej nie płacz. Co się stało?- Chłopak wciąż chlipiąc duka.

-Nie wiem gdzie jest moja mama.- I znowu płacz. Mężczyzna niezręcznie spogląda na coraz bardziej mokrą twarz i wyciąga z rękawa chusteczkę, to na chwilę zatrzymuje wycie. Oczy dziecka rozszerzają się w zdumieniu. Uśmiecha się i wyciąga monetę zza ucha i daje małemu.

-Magia. Wstawaj znajdziemy twoich rodziców.- Podnosi go i trzymając go za rękę wychodzą na korytarz. Kot idzie koło nich, aż w pewnym momencie mężczyzna spogląda na niego i mówi.

-Przydaj się na coś.- Jak na zawołanie zwierzę wybiega do przodu znikając w tłumie. Dziecko rozgląda się zagubione, ale nie puszcza ręki dorosłego. Nagle ktoś kładzie mu rękę na ramieniu i zatrzymuje. Odwracają się i widzą niemłodą kobietę z biblią w ręce.

-Przepraszam, ale czy chcielibyście porozmawiać o Chrystusie? Poznaliście go go już?- Mężczyzna patrzy przez chwilę z niesmakiem na twarzy, zrzuca jej rękę i przybliżą się do niej .

-A ty?- Zostawiają ją oniemiałą i ruszają dalej.

-Nigdy jej nie znajdziemy.- Zbiera się znowu na płacz. Dorosły wzdycha i schyla się do chłopca.

-Ej ja też się tak kiedyś zgubiłem.- Dziecko cichnie i patrzy z wyczekiwaniem.

-Dawno temu, również biegałem i szukałem swoich rodziców i..-Przerywa i patrzy naprzód. Chłopiec podąża za jego wzrokiem i widzi swoją matkę, która biegnie z łzami w oczach w ich stronę. Łapie malca i przytula.  Obok niej pojawia się kot i siada zadowolony z siebie.Mija kilka chwil gorączkowego tłumaczenia i dziękowania, gdy w końcu mają się rozejść dziecko patrzy na dorosłego.

-Ty też odnalazłeś swoją mamę?- Na twarzy mężczyzny, pojawia się dziwny uśmiech, schyla się do niego i patrzy bez słowa. Na sekundę wydaje się coś przypominać, zerka na matkę i znowu na malca.

-Oczywiście.- Wstaje kłania się kobiecie i odchodzi,  a kot wskakuje mu na ramię.

-Zawsze pakujesz nas w jakieś tarapaty.- Idą dalej przez galerię.

Łażą kilka dłuższych chwil, gdy mężczyzna zatrzymuje się przy jednym ze sklepów z ciuchami. Wchodzi niepewnie, po raz kolejny wydawać się może, że słucha czegoś. W sklepie wielki ruch, ludzie biegają, poza jednym sprzedawcą, który patry na mężczyznę oniemiały i podbiega.

-Hej. Hej Tomek!- Mężczyzna odwraca się i uśmiecha się.

-Hej. Jak się masz.- Sprzedawca podchodzi i przytula go.

-Myślałem, że mnie pamiętasz, pomogłeś mi kilka miesięcy temu.- Ten potakuje i kładzie mu rękę na ramieniu.

-Oczywiście, wszystko nadal w porządku?-

-Tak, ale co ty tu robisz?- Rozgląda się po sklepie lekko nieobecnym wzrokiem.

-Myślę, że szukam dobrego płaszcza.- Sprzedawca uśmiecha się i rozgląda się w koło.

-Oczywiście! Wybierz sobie coś. Na koszt firmy!- Tomek zaczyna chodzić między półkami, jakby go coś przyciągało i nagle wyciąga brązowy skórzany płaszcz. Trzyma go chwilę w milczeniu, na twarzy pojawia się smutny uśmiech. Wygląda na zrezygnowanego po czym mówi.

-Ten.- Sprzedawca spogląda na płaszcz i zdziwiony odpowiada.

-Um. Nie kojarzę go, nie wygląda na coś z naszej kolekcji.- Mężczyzna ubiera go, oczywiście pasuje idealnie. Kot natychmiast wskakuje mu do wewnętrznej kieszeni i mruczy z zadowolenia.

-Na pewno ten.- Powtarza zamyślony.

-Ok. Widzę, że się zdecydowałeś.- Mężczyzna zerka na niego z dziwnym nieobecym wyrazem twarzy.

-Tak, zawsze szybko się decyduje.- Poprawia ciuch, który teraz wygląda, jakby należał do niego od zawsze i wychodzi.

Z powrotem na zewnątrz, pogoda wydaje się uspokajać, wszędzie jest wręcz boleśnie biało. Mężczyzna chwile rozgląda się, wybiera kierunek i rusza spacerem. Idą dłuższą chwilę w milczeniu, w pewnym momencie słyszą okrzyk. Młoda  blond dziewczyna z wielką torbami leży na ziemi i próbuje się podnieść. Podchodzą i mężczyzna pomaga jej.

-Hej, dziękuje bardzo te książki są ciężkie.- Tomasz łapie za bagaż i wrzuca go sobie na ramię.

-W którą stronę idziesz?- Dziewczynka wydaje się zastanawiać niepewna, ale widzi szczery uśmiech i coś ją przekonuje.

-Na stare miasto, idę się spotkać z rodzicami.- Zaczynają iść powoli.

-A w domu nie mogliście?- Nastolatka smutnieje .

-Tata z nami nie mieszka, rzadko się widujemy, ale zawsze robimy coś razem. W ogóle jestem Dominika.- Wyciąga do niego rękę, ten przyjmuje ją i odpowiada.

-Tomek. Więc po co ci tyle książek?- Zagląda do środka.

-Lektury, kilka prezentów od znajomych, lubię czytać, tata mi często coś przywozi.- Spacerowym tempem docierają do miasta. Przez chwilę jak Dominika nie patrzy, na twarzy mężczyzny pojawia się skupienie i tik bólu, ale szybko chowa go pod uśmiechem. Zaczynają żartować, Tomek pokazuje jej kota, który próbuje schować się jej do rękawa.

– Nie zimno ci w tylko w tym płaszczu?-

– Nie, można powiedzieć, że jestem morsem.- Dziewczyna myśli przez chwilę i zagląda do jednej z toreb, grzebie i wyciąga z niej długi czerwony szalik.

-Masz.- Zawiązuje mu go na szyji.

-Ładny, ale nie mogę ci go zabrać. –

-Oj tam, zrobiłam go na drutach, masz prezent na święta.- Uśmiechają się do siebie.

-Więc co masz zamiar dziś z tatą robić?- Dominika bierze głęboki oddech i zaczyna wymieniać.

– No więc kakao musi być, potem może śnieżki, myślałam o kinie…- Wymienia przez chwilę, ale coś odwraca jego uwagę. Nasłuchuje uważnie, gdy wchodzą na starówkę. Na twarzy pojawia mu się zdziwienie, potem przerażenie i na koniec zrezygnowanie. Ostatnie kilka kroków od kawiarni prawie przebiegają, jakaś kobieta wychodzi na zewnątrz.

Zatrzymują się. Dominika pierwsza pyta.

– Nie przyjechał prawda?- Kobieta milczy i patrzy na mężczyznę.

– To jest Tomek, pomógł mi z książkami.- Para dorosłych patrzy przez chwilę na siebie. Oczy kobiety są czerwone, wydaje się, że zaraz się rozpłacze. Mężczyzna schyla głowę i wydaje się zastanawiać nad czymś. Nagle dostaję śnieżką w twarz. Zdziwiony rozgląda się, Dominika stoi z kolejną porcją ubitego śniegu i z miną ” I co mi zrobisz?”. Ciche porozumienie pojawia się między matką a Tomkiem. Teraz będą grali w śnieżki. Za jakiś czas, młodej dziewczynce trzeba będzie złamać serce, ale jeszcze nie teraz.

Teraz jest czas na grę w śnieżki.

Reklamy

7 Responses to Opowieść zimowa.

  1. RCA says:

    Posłuchaj mnie – nie wiem skąd to się w Tobie bierze, ale pisz. Pisz tę opowieść dalej. Czuję, może niesłusznie, że jest w niej jakieś drugie dno. Że czerpiesz tę historię – bo wszakże to jedna historia – z jakichś określonych wydarzeń. Zbyt wiele pytań, zbyt wiele myśli to we mnie budzi, więc posłuchaj i drugi raz – jeśli nagle to urwiesz, przerwiesz i nie dokończysz to Ci do dupy nakopię. Zwykle, po ludzku. Nie będę psuł windy 😉

  2. pbarwik says:

    Dziękuje. Nie wiem skąd biorą się te historie, jest coś ciekawego w Tomku, ale jeszcze nie mam jego całego w głowie. Uliczny szaman to pomysł, który chodził mi po głowie od dawna, ale to co wychodzi, to coś innego.
    Nie wiem, to opowiadanie, powstało dziś w pracy(!). Jak stałem na kasie. Przez 2 godziny. Właściwie każda z tych historii tak powstawała.
    Dziwne. Pierwsze to był eksperynemt, drugie miało być epilogiem, ale się rozrosło.
    O 3 gnębił mnie Ares, i nie mogłem przestać myśleć.
    I wtedy zobaczyłem, zmęczonego faceta w brązowym płaszczu i czerwonym szaliku idącego przez śnieg. I tak jakoś poszło
    Nie wiem co dalej, myślę nie martw się.

  3. RCA says:

    O 4 będę gnębił więc ja. Później Ksiego podczepimy by żebrało 5. Aż wyjdzie z tego coś większego, powalającego każdego. Coś, za co już teraz biję Ci pokłony i uznaję wyższość 🙂

  4. pbarwik says:

    Nie stresuj mniem, wiem, że stronka wygląda lipnie, ale co chwilę zmieniam. Chcę coś minimalistycznego, więc loookam

  5. RCA says:

    O i to jest ładne. Ale też ładne jest Misty Look.

  6. areskaro says:

    Yelo, w rzeczy samej dziefko jest fajne, patrzac na nie przyszlo mi cos do glowy, jak sie uda pochwale sie ;].
    Teraz do rzeczy – pyszne słowa waść zaserwowałeś ponownie. Chociaż mnie osobiście za tych trzech części najbardziej podobała się druga to tak stoi tylko o maleńki kroczek za nią. Poproszę o jeszcze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: