England day un

Więc pierwszy dzień w Anglii był całkiem pozytywny(dnia przylotu nie liczę).

Obudziłem się dosyć późno jak na mnie i pobawiłem się Xboxem (granie w Guitar Hero mnie niszczy, bom słaby). Zjadłem śniadanie i około 13 wylazłem na światło dzienne, jak się okazało słońce przyjechało ze mną. Minąłem se piękny park i właściwie stamtąd prosta droga do centrum. Przyznam bez bicia, że byłem trochę poddenerwowany, bo pierwszy raz samemu łaziłem po mieście. Jak większość ludzi wie, jestem paranoik, więc stresuje się nadmiernie. Jednakże nie poddałem się i spędziłem miłe 2 godziny w mieście, włócząc się po księgarniach i sklepach muzycznych. Zostałem zagadnięty przez jedną miłą panią z którą pogadałem o upośledzonych, posłuchałem sobie jak uliczni kaznodzieje nawijają o zbawieniu (mega rozrywka, po co mi tv?) . Przyznaje, że nie rozlazłem się tak jak z Halmetem, ale kupiłem pierwszą książkę „Blood Meridran”, która godna jest, krwawa i naprawdę świetnie napisana. W muzycznych się  nie rozkręcałem, bo drogie płyty są, ale jeszcze secondhandy muszę przejrzeć. Po tym miałem interesujące spotkanie z jednym z sąsiadów, starszym muzułmaninem, któremu pomogłem zdjąc pająka z muru, bo sobie skubany rozłożył pajęczynę przez całe podwórko. Co ciekawe, nie chciał go po prostu zabic, ale przenieśc go kawałek w stronę parku. Miły facet. Popołudniem trochę książka/piwko i oglądanie House’a i sen.

Miły dzień

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: