Ostatni spacer

Jest chłodny marcowy poranek.

Starzec spaceruje z psem po parku, ubrany jest w ciepłą kurtkę, jest niski i przygarbiony, a ciemny beret przysłania resztkę białych włosów na jego głowie.

Próbuje nadążyć za jamnikiem, którego w teorii prowadzi.

Park jest pusty, zbyt wcześnie na innych stałych bywalców, w około wisi mgła, wydawać się może, że  nawet ptaki jeszcze nie wstały Przechodzi właśnie obok ławki, gdy słyszy głos.

-Ładny poranek mamy.- Odwraca się zdziwiony, nie zauważył siedzącego mężczyzny  . Przystaje i przygląda się mu.

-Tak, bardzo ładny proszę pana, zapowiada się piękny dzień.- Ten uśmiecha się i pierwszy raz spogląda na starca. Jego brązowy płaszcz leży swobodnie na oparciu, gdyby nie ładna, lecz brudna biała koszula, starzec uznałby, go za jakiegoś pijaczynę.

-Często pan tu spaceruje?- Pytanie wyrywa go z zamyślenia.

-Prawie codziennie, dziś trochę wcześniej, bo wnuczki przyjeżdżają i muszę sprzątnąć. Nie widziałem tu pana wcześniej.- Człowiek w płaszczu kiwa głową i mówi bardziej chyba do siebie.

-Bywam, ale nie tak często jak bym chciał.-

-No w moim wieku, mam dużo wolnego czasu, gdyby nie leniwość bym jakieś hobby nowe znalazł, a tak chodzę z psem.- Mężczyzna poważnieje i spogląda uważniej na staruszka.

-To częsta chęć, zmienić coś w życiu.-

-y Tak, no niestety muszę już iść.- Odwraca się i zaczyna dalej iść z psem.

-Do widzenia panie Kolański.- Zatrzymuje się zdziwiony i odwraca się, ale na ławce już nikogo nie ma. Park jest pusty i cichy.

Następnego dnia starzec zapomina o spotkaniu, siedzi z wnuczkami na placu zabaw. Wszyscy bawią się tak dobrze, że musiał aż odejść kawałek i odetchnąć. Odwraca się od rozszalałych dzieci i przypadkiem spogląda na drugą stronę ulicy. Gdzie widzi mężczyznę w płaszczu, patrzącego wprost na niego. Zanim może zareagować samochód przejeżdża i osobnik znika. Podchodzi do dzieci i zabiera je z powrotem do domu. Tymczasem na szczycie jednego z wieżowców Tomasz patrzy w dół  na niego idącego przez ulicę. Obok niego siada mały kot, spogląda na niego.

-Wiem, już niedługo.- Mówi bardziej do siebie niż do zwierzęcia.

Kolejne dni dla starca mijają bez żadnych niesamowitych spotkań, mimo tego cały czas jest nerwowy.

Tego dnia wychodzi z rana wyrzucić śmieci, przechodząc do kosza zauważył małego kotka kręcącego się koło parku. Podchodzi do niego drapie za uchem. Z jakiegoś powodu zerka w odbicie w kałuży, osoba, którą tam zobaczy zmusi go do krzyku i ucieczki z powrotem do domu.

Nie wyjdzie z niego przez tydzień.

Niestety dla niego, pod koniec tygodnia zjawia się u niego córka wraz z wnuczkami, więc chcąc nie chcąc wychodzą na podwórko. Siedzi na ławce obserwując bawiące się dzieci, gdy słyszy głos za sobą.

-Piękna rodzina.- Obok niego siada mężczyzna w płaszczu, wydaje się być rozluźniony i uśmiechnięty.

-Czego ode mnie chcesz? Zawołam policję.- Ten odpowiada mu szerszym uśmiechem.

-Nie żartuje, nie wiem co z ciebie za świr..- Przerywa mu ruchem ręki.

-Jak mówiłem już to piękna rodzina, aż dziw, że twoja.- Starzec zamiera.

-Jak śmiesz!- Osobnik przestaje się uśmiechać, co przeraża go jeszcze bardziej.

-Śmiem? Śmiem, bo cię znam Ryszardzie Kolański urodzony w 1919 roku współpracowniku Gestapo od 1940 roku.- Nastaje cisza.

-Czego chcesz?- Mężczyzna patrzy na dzieci.

-To niezrozumiałe, jak mogłeś tak po prostu ukryć to przed nimi, jestem pod wrażeniem.-

-Co ukryć?!- Starzec podnosi głos, denerwując się coraz bardziej.

-Ciszej. – Nastaje chwila ciszy, mężczyzna schyla się i wypuszcza z płaszcza kota, który radośnie spaceruje po trawie.

-O czym ty gadasz człowieku?-

-O 12 marca 1940 roku O tym jak wraz z swoim nazistowskimi kolegami wyłapywałyście Żydów do transportów.- Starzec milknie.

-To bzdury..-

-Nie skończyłem.- Ton głosu zamyka staruszkowi usta.

-Twoja pierwsza żona wiedziała i odeszła od ciebie nie? A przy okazji zmarła w 1976 roku, ale ciebie przecież to nie interesowało prawda?- Mężczyzna wstaje i teraz niczym gigant góruje nad małym człowiekiem na ławce. Spogląda z powrotem na dzieci.

– Nie zasługujesz na nie.-

-Nikogo nie wywieźliśmy! Uciekły z tego transportu! – Postać w płaszczu milczy chwile i uważnie się mu przygląda.

-Nie. Nie wywieźliście, bo ktoś otworzył drzwi, zostawił dziwne ślady w błocie i  wykrwawiającego się strażnika.- Oczy starca rozszerzają się w szoku.

-Ale zdążyliście wywrzeć na kilku kobietach niezapomniane wrażenie.-

-Skąd wiesz te rzeczy?- Grymas przechodzi przez twarz mężczyzny, gdy mówi nie swoim głosem.

-Herr Kolanski bardzo nam się przydał w operacji toruńskiej, mimo bardzo młodego wieku wykazał duże zaangażowanie..-

– Kim jesteś?- Szepcze przerażony starzec. Ten pochyla się nad nim i mówi cicho.

-Może moje imię to Ahaswerus, a może Szatan, jedno jest pewne, dziś ostatni raz widzisz swoją rodzinę, jutro z rana przyjdę po ciebie i to będzie nasza ostatnia rozmowa.- Zanim starzec może zareagować mężczyzna w płaszczu znika. A starzec zostaje ze swoimi myślami.

Pozwala rodzinie zostać dłużej na podwórku, dzieci są  wniebowzięte, a córka po raz pierwszy od lat uśmiecha się otwarcie do niego. Szkoda, że w takich okolicznościach. Nie myśli o jutrze, ani tym bardziej o swej przeszłości, był pewien, że jako jeden z niewielu ucieknie od niej, na to wygląda, że tak nie będzie.

Gdy dzień zbliża się ku końcowi, Ryszard po raz pierwszy od lat klęka i zaczyna się modlić. Żarliwie wzywa swojego boga, z którym nie rozmawiał od śmierci drugiej żony. Odpowiada mu ta sama cisza, którą odkrył w sobie po wojnie. Za każdym razem jak wspominał ten okres ,starał się wywołać w sobie poczucie winy, bez skutku. Jedynie ta cisza, która doprowadziła go do alkoholizmu, niepotrzebnych wyznań i tym samym rozpadu rodziny.  Gdy tak klęczy modląc się po raz ostatni, spogląda na swoje życie i nie czuje nic. Ani gniewu, ani odrazy, ostatnie emocje, które czuje to zwierzęcy strach przed śmiercią, co i tak wydaje mu się absurdalne. Ranek zastaje go w kuchni nad filiżanką kawy, tam w tym małym pomieszczeniu widzi swego kata. Tomasz zjawia się tak jak zwykle, bez dymu czy huku, siada na krześle i nie odzywa się. Staruszek trzęsącą ręką dopija kawę.

-Twój bóg cię wysłuchał?- Mężczyzna patrzy na niego uważnie, jego twarz wydaje się zimną maską.

-Nie wiem.- Kiwa na to w zamyśleniu głową.

-Niezbadane są wyroki jego nieprawdaż?- Wstaje i rozkazującym głosem mówi.

-Czas iść, mamy jeszcze krótki spacer.- Bez słowa Ryszard przebiera się, zostawia karmę dla psa i wychodzi na zewnątrz.

-Co z..z moim psem?- Nerwowo mu się wyrywa, prawie chce się wyśmiać za tą myśl, dlaczego nie spytał się o wnuczki czy córkę.

-Nie martw się o niego.-Pierwszy raz słychać nutkę łagodności w głosie nieznajomego.

Wychodzą z klatki i  idą bez słów do lasu, aż nad skarpę, gdzie Tomasz zatrzymuje się i staje na krawędzi.

-Myślałem nad tobą Ryszardzie. Miałem małą bitwę w głowie.- Przez chwilę nadzieja trafia do serca starca.

-To było 60 lat temu..-Mężczyzna spogląda na niego ostro.

-Nie wiedziałem, że to co zrobiłeś ulega przedawnieniu. Zanim uciekły pobył trochę z wami nieprawdaż?- Starzec pod wpływem tego oskarżenia siada na ziemi.

-N-nie dotknąłem żadnej z nich.- Mężczyzna po raz kolejny staje nad nim.

-Nie, oczywiście, że nie. Rzygać ci się chciało na ich widok. Wolałeś popatrzeć, jak Niemcy dały im mini wersje obozu.- Twarz Tomasza, zasnuwa cień drzew, a starzec dziękuje bogu, że nie widzi jej.

-Nie ma żadnej odpowiedzi na wasze zbrodnie, zwykła egzekucja wydaje się nie na miejscu. Myślałem, aby przekazać twojej rodzinie to co robiłeś, tak abyś poznał to co one, odrzucenie rodziny i samotność.- Milczy przez chwilę.

-To że dotrwały do końca wojny, nie oznacza, że ją przeżyły. Okaleczyliście je, ani jedna nie miała spokojnego życia. – Pochyla głowę, a Ryszard powoli podnosi się z ziemi.

-Błagam, nie rób tego, zostaw moją rodzinę w spokoju.- Gdy Tomasz podnosi głowę, jego oczy są zimne jak głaz. Wydają się być wręcz szare i bez wyrazu.

-To nie jest ważne co chcesz nieprawdaż? Liczy się to, że ja jestem silniejszy więc mogę narzucić ci moją wolę.- Po chwili zaciąga starca do ławki i sadza go na niej.

-Nie tknę twojej rodziny.- Mówi, a Ryszard zamyka oczy.

Kilka godzin później pewna para nastolatków znajdzie śpiącego staruszka na ławce w lesie, wokoło siedzą gołębie. Dziewczyna zacznie krzyczeć dopiero, gdy ciało nagle upadnie na ziemię.A mężczyzna w płaszczu odwróci się i chwilę wsłucha się w ten krzyk.  Jego twarz wydaje się bez wyrazu, poprawia płaszcz i rusza dalej.

Następnego ranka na jednym z cmentarzy stoi przy jednym z grobów, zrzuca z niego kilka liści i patrzy na niego.

-Przepraszam.- Mówi cicho.

-Mogłem zrobić więcej, niż tylko pomóc wam uciec, ale…-Cichnie i przełyka ślinę.

-Nie. Nie mam żadnego wyjaśnienia. Tak jak on nie miał dla mnie. Nic się nie zmieniło. –

Odwraca się od grobu podnosi głowę wsłuchuje się w coś i odchodzi.

Reklamy

2 Responses to Ostatni spacer

  1. areskaro says:

    jak zawsze świetna forma, wielka szkoda, że tak mało. Te urwania, niedopowiedzenia, pochłaniają, porywają, wciągają w głąb wyobraźni, zatapiają w krainę wyobraźni.

  2. RCA says:

    O żesz … Ja chcę więcej. I pomyślimy nad formą. Poprawimy. Wydamy. To jest genialne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: