Kuszenie Tomasza

Tomasz obserwował dom stojący przy skrzyżowaniu.  Był to jeden z tych starszych budynków, szary, odrapany i obmalowany graffiti. Widać na nim było, że przetrwał wiele remontów i  pożary. Mężczyzna w brązowym płaszczu miał z tym jeden problem.

Nie znał tego budynku.

Obserwował go już dłuższą chwilę. Znał to miasto na pamięć, każdy budynek, każdy chodnik
i każdy napis na ścianie. Jednakże jakimś cudem nie kojarzył tej kamienicy. Teraz patrzył na nią w niemym zdziwieniu. Budynek wydawał się być opuszczony, ale wypełniony strasznym bólem. Dawno nie spotkał się z czymś takim.

Przerażało go to trochę. Poprawił płaszcz i rozejrzał się po okolicy. Był to jedno z tych skrzyżowań Torunia, gdzie Rubinkowo się kończyło, a powoli rozpoczynała się trasa na starówkę.  Jesień zaczynała ustępować zimie, chłodne powietrze przetrzebiło i tak mały ruch.

Przez to zamyślenie nie zauważył osoby obserwującej go. Był to wysoki mężczyzna o krótkich czarnych i kręcących się włosach. Gdyby mu się przyjrzeć, na pewno stwierdzilibyśmy, że jest przystojny, ale próba ustalenia wieku spęłzła by na niczym. Jedno co stanowczo zapadało w pamięć to oczy. Te chłodne szare spojrzenie, potrafiło wywołać ciarki na plecach. Jedynie to ukazywało prawdziwą naturę tego mężczyzny.  Ubrany w czarną dobrze skrojony garnitur. Wydawał się nie zwracać uwagi na pogodę, bawiąc się srebrną laską. W końcu podszedł do Tomasza.

-Ładny  budynek nieprawdaż?- To wyrwało mężczyznę z zamyślenia, spojrzał na swego rozmówcę i  zamarł. Przez ułamek sekundy wydawał się być wystraszony, ale to szybko zamieniło się na wściekłość.

-Witaj zdrajco.- Mówi to z pogardą, jego rozmówca  krzywi się na to określenie i kiwa głową.

-Dawno nikt mnie tak nie nazywał Tomaszu, ranisz me uczucia.- Ten prycha ze złością
i spogląda z powrotem  na budynek.

-Ah. Podoba ci się mój domek? To taki mały eksperyment.- Mężczyzna w brązowym płaszczu powoli odwraca do niego głowę.

-Jaki eksperyment kłamco?- Ten uśmiecha się pokazując białe zęby.

-Ot taki mały…Sprawdzałem kiedy zauważysz tą kamienicę. I muszę zaznaczyć, że chwilę to ci zajęło.- Tomasz podchodzi do drzwi wejściowych i patrzy na klamkę, która wydaje się być wyrzeźbiona w metalu.  Widać na niej dziwne znaki, które pod pewnym kątem, przypominają ludzkie twarze.  Tomasz odsuwa się od drzwi nerwowo. Za jego plecami stał już jego rozmówca.

-Coś ty zrobił?- Wyszeptał.

-Oh, pozwoliłem mieszkańcom, na trochę oddechu, nie siedziałeś na ich karkach, więc mogli poobrzucać się pomysłami.- Uśmiecha się do siebie, jakby powiedział dobry żart. Tomasz spogląda na niego z odrazą.

-Wpuść mnie.- Zdrajca uśmiecha się szerzej, ale jego oczy pozostają zimne, wydaje się że zapisuje sobie każdą obelgę.

Drzwi otwierają się powoli, pozwalając  na wpełznięcie światła. Pierwsze co uderza zaduch, który zmusza do zakrycia ust, niezależnie od tego Tomasz wchodzi do środka.

Znajduje się w ciemnym korytarzu, przy ścianie stoi już mężczyzna w ciemnym garniturze, teraz zamiast laseczki trzyma cienką książkę. Spokojnie przegląda kolejne strony. Na okładce widnieje tytuł. „Król Edyp”. Pokój jest wypełniony gęstym kurzem i słodkim zapachem krwi. Na ścianach widać resztki brudnej tapety, widać gdzieniegdzie ślady paznokci. W głębi stoją schody do góry. Gdy Tomasz wchodzi w głąb pomieszczenia drzwi za nim się zamykają. Spogląda krzywo na mężczyznę, który jak gdyby nigdy nic, czyta dalej książkę.

-Co tu się stało lisie?- Na to rozmówca reaguje, uśmiecha się lekko.

-O dobry tytuł, lis. Podoba mi się, a co do tego miejsca cóż…- Łapie za książkę i recytuje
z niej.

-Biada, o biada tej wiedzy, co szkodę niesie wierzącym; znam ja to zbyt dobrze .-  Rzuca książkę na ziemie i wchodzi do jedynego pokoju  na tym  piętrze. To pomieszczenie okazuje się być kuchnią.  Tomasz powoli wchodzi do niej rozglądając się.  Słońce wpada przez strzaskane okna. Mężczyzna w brązowym płaszczu  stanął na środku a Lis oparł się o ciemną ścianę, ręce splótł na piersi. Jedynym ostałym sprzętem została brudna żółtawa lodówka.  Na podłodze widniały zaschłe plamy krwi.

-Te pomieszczenie bardzo mi się podoba, a tak przy okazji słyszałem, że masz kota?- Tomasz spojrzał na niego, dopiero teraz wyczuł lekki zapach kociego futra.

-Zabawna historia związana jest z kotem i z rodziną mieszkającą tu. Jakiś czas temu został przyniesiony tu kotek, mały, szary i całkowicie bezbronny.- Lis uśmiechnął się widząc blednącą twarz Tomasza.

-Oczywiście doprowadziło to do dyskusji o odpowiedzialności, czy zatrzymać zwierzę czy nie. Ostatnie zdanie miał pan domu i on zadecydował, zwierze ma opuścić ten dom.-

-Jako, że pozwoliłem im na dosadniejsze wyrażanie myśli, doszło do kłótni no i..-Teatralnie przerwał i  wskazał jedne z okien. Mężczyzna podszedł do niego i wyjrzał przez nie.  Na dole w ogródku zauważył mały rozkopany dół.

Grób.

-..ja byłem miły i pozwoliłem im zastanowić się nad tą decyzją raz jeszcze. Tylko kot był no mniej miły. I martwy.- Tomasz spojrzał z powrotem  na lodówkę, powoli do niej podszedł.

– Jak zabić coś co wraca co chwilę? A uwierz mi, że próbowano wieloma sposobami, zresztą z tego co pamiętam, na tobie ostatnio także.- Mężczyzna nie słucha go, tylko przypatruje się brudnym drzwiom  lodówki. Dopiero teraz zauważa, że zamontowano kłódkę na niej.  Powoli łapie ją i jednym ruchem  otwiera.

Jedyne co zostało w niej to kilka słoików wypełnionych czarną substancją, która wydaje się lekko wirować.  Podnosi jeden z nich i przygląda się zawartości. Po chwili szybko odkłada go i blady spogląda na Lisa. Mija chwila całkowitej ciszy.

-Co ty robisz zdrajco?-

-Podoba ci się zawartość słoju?- Tomasz zamyka z hukiem drzwi do lodówki i podchodzi do Lisa.

-Spojrzałeś w mrok, a on odpowiedział ci nieprawdaż?- Uśmiecha się złowrogo.

Nagle słychać syk. Tomasz zamiera i rozgląda się po pustym pomieszczeniu, wydaje się widzieć je takim jakie było. Meble, umywalka, stół przy którym  ktoś siedział i jadał śniadania.

Syk staje się wyraźniejszy i krótszy. Czuć w nim wściekłość i strach, a zapach kociej sierści wydaje się być potężniejszy. Mężczyzna w płaszczu zatacza się i opiera o ścianę. Upada na ziemię, a Lis spogląda na niego ze współczuciem..

– Nie czujesz się zbyt dobrze co wędrowniczku?- Ten powoli wyciąga rękę przed siebie i czołga się do drzwi wejściowych . Tymczasem pojawiają się odgłosy wściekłego prychania
i miauczenia. Lis pochyla się nad czołgającym  się Tomaszem, przygląda mu się
z zaciekawieniem.

Z nosa mężczyzny zaczyna cieknąć krew, nie zważając na to czołga się dalej, aż w końcu wychodzi z pokoju.

Zatrzymuje się chowa głowę między pięściami i oddycha głęboko. Lis przechodzi obok niego i rusza schodami w górę. Gdzieś w połowie drogi spogląda w dół.

-I jak tam? Idziesz dalej?- Tomasz  powoli podnosi się do klęczek, wyciera krwawiący nos
i spogląda na zamknięte drzwi wejściowe. Podnosi się chwiejnie i opiera o ścianę. Odrywa przypadkiem kawałek tapety.

Przez chwilę bezmyślnie przygląda się jej. Lis obserwuje go z półpiętra.

-Trochę zmienili wystrój w ostatnim czasie, można zauważyć, że stare kolory nie pasowały do nowej atmosfery. – Tomasz rzuca na ziemię mokry ochłap o ziemię.

-Co próbujesz mi udowodnić kłamco? Bywałem w takich domach jak ten, nie pokazujesz mi nic nowego.-

-Nie chcę ci nic pokazać, to może przydługi, ale wstęp do pewnej propozycji.- Tomasz kiwa głową i powoli wchodzi po stopniach.

-Wiesz. Że nie zgodzę, się na żadną z nich.- Lis uśmiecha się i wchodzi wyżej.

-Mówisz tak, bo nie wiesz co mam zamiar ci zaproponować. Ale nie spieszmy się.- Tomasz dociera do półpiętra i dyszy zmęczony, na twarzy pojawił się pot. Opiera się o ścianę
i spogląda w górę, gdzie jego rozmówca stoi w półmroku uśmiechając się dziko.

-Jeszcze kilka stopni, chyba, że chcesz zrezygnować?-  Mężczyzna łapię się ramy
i z wysiłkiem idzie w górę.

-Och nawet nie spróbujesz wyjść? Naprawdę?-  Nie słuchając go, wchodzi na kolejne stopnie.

Dopiero po kilku chwilach zauważa przygasającą żarówkę zwisającą z sufitu.  Tak jak niżej nie ma tu żadnych mebli, jedynie obsmarowane czymś ściany, podłoga obsypana jest połamanym  szkłem. Na końcu widać opuszczoną drabinę prowadzącą na strych.

Zdrajca staje na środku pomieszczenia i wskazuje pierwsze drzwi po lewej.

– Wydaje mi się, że powinieneś zacząć tu?- Tomasz spogląda na niego.

– Dlaczego? Czego chcesz.- Mężczyźnie zamiera uśmiech.

-Dlaczego? Dlaczego, dlaczego, dlaczego, na wszystko chcesz  mieć wyjaśnienie, dlaczego ten skoczył, a ta została zgwałcona, dlaczego to robię?!- Po raz pierwszy podnosi głos.

-Dlaczego robię cokolwiek. Nie tak dawno w lokalu w tym mieście opowiedziałem najstraszniejsze sekrety mężczyźnie do ucha, teraz jest gdzieś na starówce, ciekawym co robi, zwłaszcza, że jego umysł ogarnia szaleństwo. Dlaczego pomogłem innemu spojrzeć czternastolatce pod spódnicę pod czas zajęć? Dlaczego kobieta wychodzi z dzieckiem na rękach na balkon? Dlaczego skacze na oczach męża? Tak pożądasz odpowiedzi, tak poszukujesz, zastanawiasz się, myślisz.- Zatrzymuje się i odwraca się do Tomasza.

-Dlaczego pokazuje ci to? Po co utworzyłem ten piękny dom?- Uśmiecha się zimno.

-Bo mogłem.- Tomasz kiwa głową zrezygnowany.

-Cokolwiek chcesz mi powiedzieć, słyszałem już. Tak wiele razy, próbowałeś mnie skusić kłamco.- Lis podchodzi do niego blisko.

-Być może się powtarzam, ale ty nadal tańczysz ze mną ten taniec. Nie powiesz mi, że nie możesz stąd wyjść?- Tomasz wpatruje się w niego.

-Stwierdziłem, że teraz jest dobry moment na rozmowę. Nie tak dawno liznąłeś śmierci, jak było?- Mężczyzna w brązowym płaszczu wpatruje sięw niego w milczeniu.

-A jakbym ci powiedział, że potrafiłbym cię zabić?- Tomasz milczy wpatrując się w Lisa.

Po chwili spogląda na wskazane wcześniej drzwi i podchodzi do nich. Dotknięte uchylają się ukazując pokój dziecięcy. Małe łóżko stoi pod ścianą, jedyne światło wpada za pleców mężczyzny. Na podłodze widać pojedyńcze krople krwi. Słychać ciche chlipanie zza łóżka.  Tomasz wchodzi wgłąb pomieszczenia porusza się ostrożnie zerkając na stojącego w drzwiach mężczyznę. Ten wydaje się być niezainteresowany całą sytuacją, obraca laskę w rękach.

W końcu znajduje źródło płaczu, tuż za łóżkiem w rogu, siedzi skulony mężczyzna.  Odwrócony jest do ściany, na jego nagich plecach widać czerwone ślady po uderzeniach. Podchodzi do niego, a płaczący zaczyna się trząść. Tomasz jakby chciał położyć mu rękę na ramieniu, albo odwrócić do siebie, ale Lis zjawia się koło niego i powstrzymuje go.

-Oglądaj, a nie dotykaj, bo jak zepsujesz to musisz zapłacić za nie.- To zatrzymuje mężczyznę.

-Co chcesz mi tym domem udowodnić?- Lis na to pytanie traci swój uśmiech

-Że nie jesteś odpowiedzialny za wszystko w tym mieście.- Tomasz mija go i bez słowa wychodzi do przedpokoju. Kłamca kiwa głową i wychodzi za nim.

-Musisz przestać się nimi przejmować, zobacz co potrafią ze sobą zrobić.-

– Z twoją pomocą.- Odpowiada Tomasz idąc do kolejnego pomieszczenia.

-Jeśli się mylę, jeśli to co mówię ci się nie podoba, dlaczego wciąż tu jesteś?- Tomasz jakby nie słuchając otwiera kolejne drzwi, które prowadzą do dużej sypialni. Mimowolnie łapie głębszy oddech.

Pomieszczenie jako jedyne w całym domu, wydaje się być nienaruszone.  Jasne tapety zdobią ściany, nawet rośliny wydają się być żywe i zdrowe. Meble lśnią czystością. Łóżko jest zakryte, jednak widać, że coś jest pod pościelą. Tomasz podchodzi bliżej obserwując ostrożnie kołdrę. Lis wchodzi za nim wciąż oczekując odpowiedzi.

-Miałeś przez chwilę spokój, żadnych krzyków, martwych dzieci, płaczących rodziców. Nic. Nie podobało ci się to?- Kładzie mu rękę na ramieniu.

-Zamknąłeś oczy tylko na chwilę, ale widzę, że to wystarczyło. Posmakowałeś wieczności.-

Tomasz łapie za kołdrę i odkrywa łóżko.

Zamiera.

Obserwuje przez chwilę w ciszy ciało leżące na łóżku. Spogląda na zdrajcę.

-Tym chciałeś mnie przekonać?-

-Nie zrzucaj winy na mnie, to pan domu to zrobił, ja mu dałem możliwość.- Tomasz spogląda raz jeszcze na ciało.

-Co on jej zrobił…- Lis łapię za kołdrę i zakrywa ciało.

-Jak chcesz możesz go sam o to zapytać.- Spogląda na sufit,

Tomasz wychodzi i chowa twarz w dłonie.

-Rozumiem przez co przechodzisz, naprawdę. Znamy się już długi czas, widzę z czym się ostatnio zmagasz, pozwól, że zadam ci jedno pytanie.- Lis wydaje się okrążać Tomasza.

-Wiesz tyle, czujesz tyle, słyszysz tyle..I chcesz mi powiedzieć,że ktoś zaszedł cię od tyłu i zastrzelił? Czy może podświadomie chciałeś tego?- Tomasz łapię kłamcę za marynarkę i przyciska do ściany.

-Skończysz pieprzyć od rzeczy?! Pokazuj mi to co chcesz.-Lis wskazuje mu drabinkę prowadzącą na strych.

Tomasz wchodzi do góry, musi się schylić, bo sufit niski. Deski skrzypią pod jego krokami.

Jest ciemno i duszno. Powoli porusza się, gdzieś słychać cichy nerwowy oddech.

W końcu dostrzega skuloną postać.

Dopiero po chwili dostrzega, że jest to młody, może 15letni chłopiec, z burzą jasnych włosów. Podnosi głowę i Tomasz może w końcu dostrzec, że oczy ma białe, jakby ślepe.

Obok niego leży zakrwawiony kij. Tomasz przypomina sobie ślady na plecach mężczyzny.

I zwłoki w sypialni.

-Chyba zrobiłem coś złego.-Mówi chłopiec. Tomasz kuca i obserwuje pogrążony w żalu.

-Podoba ci się co stworzyłem.- Mężczyzna w brązowym płaszczu wzdryga się na to zdanie i spogląda na Lisa.

-Jest zamkniętyw tym co zrobił, spotkałem go dawno temu na ulicy, te..chęci były w nim od zawsze, ja jedynie pozwoliłem mu je wyjawić.-

-Jak długo to trwa?- Pyta się cicho Tomasz.

-Jak długo? Może rok, może pięć, może sto. Co to zmieni Chciałem ci pokazać do czego twoi mieszkańcy są zdolni .-

-Pokazałeś. Wiedziałem to już, co teraz?- Lis odwraca się i podchodzi do jednej ze ścian, zrywa szmatę z okna, co sprowadza odrobinę słońca do pomieszczenia.

-Jak już darujesz sobie swe przemyślenia o „ratunku” tego miasta, za moją pomocą w końcu będziesz mógł odpocząć.- Tomasz dotyka delikatnie twarzy dziecka.

-Co z nim?-

-Ah. Nic, jeśli sprawi ci to przyjemność, uwolnię go. -Lis wyrwany z zamyślenia spogląda na dziecko.

Tomasz przygląda się chwilę pustym oczom chłopca, nachyla głowę do jego ust i wsłuchuje się przez chwilę. Kiwa głową i przytula mocno dziecko.

Lis nie patrzy na nich, przez okno zauważa czarny cień. Odwraca się szybko i patrzy na mężczyznę trzymającego ciało w rękach.

-Nie pozwolę ci na wypuszczenie czegoś takiego, wycierpiał dość.-Układa chłopca delikatnie na ziemi. Lis zdumiony obserwuje całą scenę.

-No to jest zaskakujący zwrot akcji, ale to nie ma znaczenia. Wiem, że tego chcesz, chodź ze mną.- Tomasz podnosi się i przechodzi obok swojego rozmówcy. Schodzi na parter i otwiera drzwi na oścież.

Świeże powietrze wlatuje do domu. Lis stoi już na zewnątrz, spogląda na niego zirytowany.

-Nie widzisz tego?! To są zwierzęta, dasz im szansę to się zerżną, zabiją i spalą.- Tomasz kiwa głową i poprawia płaszcz.

-On wiedział co zrobił, był obrzydzony tym, bał się tego.-  Lis spogląda na niego.

-I co z tego, ale chciał i to zrobił idioto. To nie ma znaczenia, nie masz już dosyć ich? Nie chcesz spokoju, nie pragniesz ciszy?- Tomasz uśmiecha się smutno.

-Jeszcze nie, ale dziękuje za ofertę.- Lis chowa twarz w dłoniach i wzdycha.

-Ty i te twoje odruchy mesjanistyczne, dobrze więc.- Poprawia garnitur łapie laseczkę i kiwa Tomaszowi głową.

-Do następnego spotkania wędrowcze.- Tomasz odpowiada mu tym samym.

-Żegnaj kłamco.-

Po chwili zostaje sam.

Spogląda na budynek.

-Nigdy was nie opuszczę.- Mówi.

Słychać syreny.

Tomasz rusza dalej.

Reklamy

4 Responses to Kuszenie Tomasza

  1. areskaro says:

    cudowne preludium, ja odniosłem wrażenie, że chcesz zarysować przed naszymi oczyma całkiem ciekawy świat, wręcz przygotować do serii opowiastek w których co najmniej dwie warstwy rzeczywistości mieszają się ze sobą.

    Poproszę o więcej ;]

  2. RCA says:

    Jak zwykle świetne, ale muszę wreszcie to zaznaczyć – przez liczne błędy językowe czytanie jest katorgą. Zmęczyłem się.

  3. palacz says:

    Wciągnęło, ale to ma bardzo fajną atmosferę walki wewnętrznej, daje pole do myślenia, przemyślenia interpretacji. Good work:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: