Sen

Każda noc kończyła się tym samym.

Budził się zlany potem. Przez wiele minut wpatrywał się w okno, starając się wyłapać jakiekolwiek ślady zapachu.

Próbował przynajmniej na chwilę, przez jeden moment dnia czuć ten delikatny słodki zapach, jakby cynamonu jak i mięty.

Gdy tak patrzył na osiedle, jeszcze zakryte nocą, myślał intensywnie, próbując przypomnieć sobie wszelkie szczegóły.

Od miesięcy śnił o niej.  O jej kasztanowych włosach, o cieple jakie w nim budziła. Sny w większości były takie same, niekiedy byli młodsi, niekiedy wydawali się być bliscy jego wieku.

Złapał się za głowę. „Jak możesz kochać senną marę!”

Wiercił się od łazienki po balkon. Snuł się próbując zebrać się w sobie do pracy.

Zaczął się ubierać i przygotowywać do wyjścia, jak zwykle był zbyt zamyślony i prawie wyszedł w dwóch różnych butach.

Koledzy zaśmiewali się z niego, nazywali „Zagubiony”, polecali oglądać serial. A on szukał, po starych znajomych, po rodzinie, czy kiedyś znał tą kobietę?

„Nie. No co ty, jakie kasztanowe włosy? Zawsze wolałeś blondynki? A skąd ten pomysł?”

Skąd te sny? Skąd wiedza o tym jaką herbatę lubi(miętowa lub zielona), jak mógł wspominać nieistniejącą osobę?

Zaczął chodzić do psychiatry, używali dużej ilości mądrych słów, coś o Freudzie, coś o stresie.

A sny się nie kończyły.

Nie kończyło się jego zamieszanie.  Starał się być bardziej skoncentrowany, ale w ostatnich dniach nawet przejście przez ulicę wydawało się być wielkim przedsięwzięciem.

Wraz  z mijającymi tygodniami zaczął tracić zainteresowanie pracą. Był pewien, że przez samą litość nie chcą go wyrzucić.

Wydłużył sobie czas na sen, ale to jedynie doprowadziło do tego, że patrzył bezsilnie w sufit.

Usypiał o tej samej godzinie, budził się w tym samym momencie.

Ujrzał ją na przejściu dla pieszych. W ostatniej chwili. Kątem oka. Odwrócił się gwałtownie i zaczął przepychać przez tłum.

Znikła, a on myślał, że rzeczywiście traci rozum.

Zaczął widzieć ją w odbiciach w oknach sklepów. Prawie zawsze były to sklepy z kobiecymi ciuchami. Czuł delikatny zapach cynamonu.  Jeden raz widział ją w sklepie wielobranżowym, ale zanim się pozbierał, znikła.

Jak zawsze.

Jakimś cudem, niezależnie, że zaczął brać chorobowe, nie wyrzucono go z pracy.

Zaczęło mu się zdarzać, kupowanie rzeczy, które lubiła, książki Chmielewskiej, plakaty z Johnym Deppem, bułki z makiem. Bzdury.

A sny powracały.

„Budzi się. Słoneczny dzień wpada przez żaluzje. Łóżko jest rozwalone, pościel leży na podłodze”

Tej nocy nie chciał spać, siedział na łóżku i starał się czytać, choć wie, że jest to bezcelowe, bo nawet nie pamięta co czyta.

„Podnosi się i zaspany rozgląda się po pokoju. -Kochanie gdzie jesteś?-”

W rozświetlanym tylko lampką pokoju robi się chłodniej, odkłada książkę i wpatruje się w balkon.

„-W kuchni! Nie czujesz?- Dopiero wyłapuje zapach robionej jajecznicy, powoli podchodzi do drzwi kuchni.

Powoli podnosi się z łóżka. Wychodzi na balkon i wpatruje się ciemne niebo. Jak dawno nie widział księżyca, czy gwiazd? Mieszkanie w mieście ma swoje minusy.

„Opiera się o framugę i wpatruje się w swoje cudo. Pół naga, nie umyta, jeszcze z snem na powiekach, krząta się po kuchni. Jej ciemne kręcone włosy opadają na twarz, gdy skupia się na krojeniu sera.”

-Wydaje ci się, że tracisz rozum?- Głos wyrywa go z zamyślenia, przerażony odsuwa się od ciemnej części balkonu. Z tej ciemności spokojny głos kontynuuje.

-Jak się czujesz widząc ją poza snami?-

Opiera się o ścianę i łapię się za głowę.

-Oszalałem po prostu.-

„-Nie za dużo sera, bo będziemy tłuści- Mówi jej łapiąc za uda i przytulając się do jej szyi. Słodki zapach snu i cynamonu, doprowadza go do szału.”

-Nie. Nie oszalałeś. Nazywała się Magda.-

Podnosi głowę i wpatruje się w ciemność. -Magda.- Wyszeptuje, smakując imię. Pasuje, jak nic innego.

-Skąd ją znam?-

„-Ja już jestem tłusta- Mówi ze śmiechem dosypując sera do jajecznicy. -Oj tam, ty masz po prostu piękne kształty.- Mówi całując ją po szyi.”

-Naprawdę chcesz wiedzieć?- Wydaje mu się, że naprawdę przez ten cały czas spał i teraz się może obudzić.

-Tak!- Podchodzi do drugiej strony i dotyka zimnej ściany. Rozgląda się poruszony. Z pokoju odzywa się głos.

-Poznaliście się na studiach.- Wbiega z powrotem i patrzy na ciemną postać siedzącą na kanapie.

„-Przestań muszę iść zaraz na zajęcia.- Klepie go po głowie, odrywając go od szyi.”

-Została na uniwersytecie, a Ty dostałeś się do swojej pracy. Całkiem dobrze wam się żyło.- Mężczyzna spina się i wpatruje się w siedzącą postać.

-Aż coś się stało prawda?- Postać kiwa głową.

„Jedzą jajecznicę, co chwilę przekomarzając się, jest ciepło.”

-Zginęła? Co się stało powiedz mi!- Podbiega do postaci łapie ją. Po raz pierwszy widzi zmęczone i smutne oczy.

-Nie nie zginęła. Miałeś wypadek. Wylądowałeś w szpitalu.- Wpatruje się w ciszy w postać. Ta nie przerywa.

-Jesteś w śpiączce przyjacielu, ale masz wybór, możesz zapomnieć o niej i żyć tu, albo iść dalej.- Czeka na reakcje. Na twarzy mężczyzny powoli rośnie uśmiech.

-Nic jej nie jest? Ona istnieje?! Żyje?- Postać wstaje i poprawia coraz bardziej wyraźne ciuchy.

-Tak. A Ty?-

– Chcę chociaż przez tą chwilę o niej pamiętać.- Postać wpatruje się w niego.

-Nie wiem co czeka Cię dalej, będziesz o niej dokładnie pamiętał przez chwilę może.- Mężczyzna macha ręką.

-Gdzie mam iść?-

Za nim nagle pojawiają drzwi wyjściowe, patrzy na nie i nagle…

Pamięta.

Wszystkie dni, wszystkie pocałunki, każdy uśmiech, każde niezadowolenie.

Postać zmierza na balkon. Mężczyzna ze łzami w oczach odwraca się w stronę drzwi wyjściowych, nagle coś sobie przypomina i woła za postacią.

-Ostatnie pytanie, proszę!.-

„Łapie ją za biodra i całuje ciepło.-Zaraz se pewnie znajdziesz jakiegoś studencika.-  Uśmiecha się i całuje go ponownie. -Prędzej Ty się zakręcisz i zapomnisz o mnie.-”

-Tak?- Postać odwraca się w drzwiach balkonowych.

-Czy wiele osób tak ma? Chcą pamiętać?? Czy chcą zostać tu.-

Po raz pierwszy Tomasz  się uśmiecha.

-Wszyscy. Wszyscy wolą pamiętać, idź w pokoju, miłość rodzi życie.- Mężczyzna otwiera drzwi z których bije białe światło.

Kobieta w kasztanowych włosach upuszcza kawę z cynamonem.

Siedzi w szpitalu, wpatruje się w jakby spokojnie śpiącego męża. Jest obandażowany, jedno oko jest zabandażowane.

A jedno drga i otwiera się.

Kobieta dotyka ust i zaczyna płakać ze szczęścia.

„-Obiecuje Ci, że nie zapomnę o tobie. Nawet po śmierci.- Całuje ją po raz ostatni.”

Reklamy

3 Responses to Sen

  1. RCA says:

    Nie wiem jak to robisz… nie wiem dlaczego to robisz… ale w tej chwili w głowie mam kasztanowe włosy, w nozdrzach zapach cynamonu, w sercu Ich ból…

    Podoba mi się ta przeplatanka – ich poranek z rozmową. Podoba mi się dobór obrazów, zapachów, słów.

    Przemku! Tak dalej!

  2. pbarwik says:

    No to w cudzysłowie miał być jego sen właśnie o niej.

  3. areskaro says:

    Mmmm pyszne zmieszanie wątków rozmów. Masz dużego plusika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: