bla

Więc se skrobie znowu.

Jednak, nie zobaczycie tego zbyt szybko, jako, że jest to coś o wiele ciekawszego, a do tego kooperacja.

Póki co tyle, bo nie chcę zapeszać.

Zjawiłem się na Facebooku i no zabawna stronka, nie powiem.

Odkryłem coś nowego czym jak zwykle chcę się podzielić

Tak mi się podoba ten kawałek, że nie wierze.

Australijski hiphop.

Kozacka nuta nie powiem.

Tyle

Make it rain

O Tomie Waitsie mało pisałem, bo niewiele się da napisać.

Jednak jeden kawałek przemawia do mnie na wielu poziomach:

Absurdalnie niepotrzebna próba tłumaczenia tekstu

Zabrała mi kasę

I przyjaciela.

Znacie historię

Oto powraca.

Nie mam dumy

Ni szacunku

Niech pada

Niech leje!.

Od czasu jak Cię nie ma.

W głębi boli.

Jestem tylko smutnym gościem tu

Na tej mrocznej ziemi.

C hę uwierzyć!

W litość świata raz jeszcze

Niech lunie!

Niech leje!

Noc jest zbyt cicha
Rozciągnięty w niej

Muszę usłyszeć grzmot

I ciemnej nocy jęk.

Nie jestem dobry nie jestem zły

Niech otworzą się niebiosa

Niech lunie!

Tak blisko niebios

Zmiażdżony przy bramie.

Każdy ostrzy język

Na mych błędach

Nie ma nazwy
na co uczyniła

Niech lunie!

Bez jej miłości

Bez twego pocałunku

Piekło nie spali

bardziej niż to.

Płonę tym bólem

Zgaś ten ogień

Niech lunie!

Zrodzony problemom

gotów na los

Zaobrączkowany

tak samo wszystko

Niech lunie!

Niech lunie!
Spraw niech lunie!
Niech lunie!

Stoję oto sam

Niech lunie!

Szarża mamutów.

Tak więc Mastodon.

To króluje na moim profilu last. fm jak i słuchawkach.

„Crack in the Skye” to progresywny metal w najlepszym wydaniu. Połączenie stoner/psychodelic/prog/sludge i chuj wie co jeszcze metal.

Pierwszych albumów nie łykałem, bo basista się darł strasznie i mnie nie ciągnęło.

Nowa płytka jest doszlifowana, dorzucono harmonie wokalne i rozkręcono się w kwestii psychodelii.

Tworząc prawdopodobnie jeden z ciekawszych projektów tego roku.

Jednym z minusów jest długość albumu.

43 minuty, w tym dwa (świetne) kawałki trwają ponad 10 minut.

Oblivion i Divination to dwa single, fajne bujające.

Quintessence nie zapadł mi zbytnio w ucho, ale jeszcze, bo mam czas.

The Czar,  to piękno metalu. Nie wiem jak można nazwać inaczej 10 minut naparzania, które się nie nudzi.

Mógłbym dużo gadać o tym albumie, ale powiem jedno.

Póki co jeden z najlepszych albumów metalowych tego roku.

Jeśli nie najlepszy.

9/10

1. „Oblivion” 5:47
2. „Divinations” 3:39
3. „Quintessence” 5:27
4. „The Czar”

  • I. „Usurper”
  • II. „Escape”
  • III. „Martyr”
  • IV. „Spiral””
10:54
5. „Ghost of Karelia” 5:25
6. „Crack the Skye 5:54
7. „The Last Baron” 13:01

 

 

 

Mam nowy fajny zespół wam do puszczenia.

Nie jest to rzecz łatwa do słuchania, ale baj got, piękna na swój dziwny sposób.

Godspeed you blacj Emperor!

Uwielbiam ten kawałek. I tak trwa on 16 minut.

Grzebiąc w last.fm runda druga.

Jak wspominałem grzebiem dalej, tym razem jednak, myślałem, by opisać rzeczy mniej znane być może: Read more of this post

Grzebiąc w last.fm

Jestem wielkim miłośnikiem last.fm, ilość muzyki odkrytej przez ten mały programik jest nie zliczona. Niestety mam tą wadę, że często słucham czegoś, nakręcam się i potem zapominam o istnieniu. Dzięki biblioteczce last.fm se przeglądam co słuchałem kiedyś tam.

Dlatego przejrzyjmy co słucham:

Arctic Monkeys brytyjski zespół, zaliczany do muzyki z gatunku indie rock. Powstał w 2002 roku na przedmieściach Sheffield – High Green, UK.. Recenzja ostatniego albumu wisi od kilku dni na blogu, strasznie fajny britpop, nowa płytka bardzo cacy. 882 odtworzenia, szał ciał, najwięcej puszczałem sobie pierwszy album, choć trzeci teraz nabił statystyki

METALLICA. Se jaja robicie, że będę niby tłumaczył co to jest? Wiadomo rządzą, nowa płyta wymiata mi włosy z głowy, wiele osób zrzędzi, ale ja tam uwielbiam. 845 odtworzenia.Patrząc na albumy najbardziej puszczany był Death Magnetic, potem Garaż INC. Demo Magnetic, koncertówki etc.

Clutch.  Stoner z południa, ale nazwa nie wystarcza na ten progresywny mega bujający rock. Wychodzili z hardcore, dotarli póki co do bluesa. Masakrycznie dobry wokal, w Polsce mało znani. Niestety. 618 odtworzeń, głównie Blast Tyrant, który jest epicko fajny, chyba najbardziej bujający album ever. Trzeba se to puścić, by uwierzyć.

Black Label Society. Ah świr numer jeden amerykańskiego rocka. Stoner konkretny, bardzo się powtarza, ale stare kawałki rządzą. 367 puszczeń, głównie Blessed Hellride, ta płyta wymiata, choć poprzednie również są ciekawe.

 

Tyle póki co. Wracam do D2. Odliczam do kina….

Zawsze jest czas na starego Santanę grającego freejazz

Wycinek mały z koncertu Carlosa, jeszcze gdy nie grał z wszystkimi muzykami świata, to kawałek poświęcony jednemu z najważniejszych gitarzystów jazzu Sonny’ego  Sharrocka. Osoba, którą kojarzy niewielu ludzi, a szkoda, bo wymiatał(zmarł w 1994r.).

To chyba najbardziej dzikie solo Carlosa, zarazem przykład, że potrafi w ciekawe i dziwne rejony muzyczne. hyy

No nie ma co gadać, trza pokazać oryginalnego muzyka.

Jest to kwaśne, ale ostatnio znowu mi gust skręca w dziwne rejony, a tym samym, atakuje wszystkich w około tym.

Trza se banie poszerzać.

Jazz ogólnie jest ciekawym ,tylko zazwyczaj ciężki do ogarnięcia, a większość ludzkości woli se odpoczywać przy muzie(zresztą ja też), ale czasami lubię sprawdzić, gdzie moje gusta się kończą.

Yh opowiadanie w strzępach chwilowo, bo WCIĄŻ,  ten jebany remont.

eh.

No, ale ostatni link i zrelaksujmy się może…