wiersze.

Read more of this post

Do obrazu Andrew Wyeth’a „Christina’s world”

Gdzie jestem?
Chyba upadłam?
Czy to mój dom?
Gdzie jestem?
Czemu lęk czuje patrząc na dom swój?
Czemu myśli niespokojne krążą po głowie?
Gdzie byłam?
Gdzie życie swe spędziłam?
Czy tam właśnie?
Gdzie zgubiłam swą przyszłość?
Gdzie moja przeszłość?
Gdzie godziny dni miesiące, którye zapomniałam?
Czy leżałam tu długo?
Gdzie iść?
Czy wstać do domu tego?
Co za horyzontem się kryje?
Gdzie jestem?
Gdzie dom mój?
Czemu patrzysz na mnie tu upadłą?
Dlaczego nie wejdziesz w obraz i pomożesz mi?
Czy wiesz co się kryje w domu?
Gdzie jestem?
Zamknięta w obrazie niepokoju?

The Worm

Now it slumbers.

Laying in his own bed of filth.

It awaits.

For your lips.

For my lust.

It moves uncomfortably.

As you do in its presence.

The great slug

moves slowly but unavoidably.

He smels

your needs

The worm sleeps

In my mind

The day will come when it awakes.

wiersz

Zgubmy się dziś

Ja w Tobie

Ty we mnie.

Ucieknijmy gdzieś dalej.

Gdzie nie  znajdą nas

znaki ostrzegające przed zaangażowaniem

reklamy możliwie źle zakończonego związku

tablice wypominające nasze  złe cechy

Na jeden wieczór

zapomnijmy o kłótniach, problemach

Zgubmy się

tak totalnie w głąb drugiej osoby

bez przewodników czy map

Nie chciejmy słuchać

dobrych rad od miłych przyjaciół

przyjemnych spotkań z byłą dziewczyną na imprezie

czy stymulujących rozmów z twoim jakże trzeźwym bratem

Nie musi zniknąć to na stałe

Wróci jutro

Tak jak my

z w głąb siebie odbywanej podróży

Czułe słówka

Jak miło ludzie
(szepcząc czułości do ucha)
pięściami otwierają oczy.
Jak szybko
(myśląć jedynie chwilami)
uderzają słowami w twarz.
Jak trudno
(wbrew logicznej opinii)
wstrzymać łańcuchami język
Czułe słówka czają się
na języku
NIE GRYŹ!
Jeszcze oplujesz jadem
(a nie chcemy tego)

O tańcu.

Budzimy  się i wychodzimy ze śmietników.

Wyczołgujemy się z brudu wczoraj w ciepłą czystość dzisiaj.

Próbujemy szybko zmyć z siebie lepkie i nieprzyjemne wczoraj, oblewając się chłodnym i praktycznym dzisiaj.

Tanecznym krokiem przemierzamy poranki, by kiwać się jak piani ślepcy przez popołudnia.

By umrzeć na śmieciach wieczorami.

Czasami lubimy wchodzić innym ludziom do śmieci, rozglądamy się, szczamy zaznaczając dumnie teren i ruszamy dalej.

Bo nie możemy się zatrzymać, tempo tanecznego kroku(które może, ale nie musi być tangiem), przyspiesza każdego dnia.

Pijani zmęczeniem uciekamy przed wspomnieniami, taplamy się w błocie( z niekłamaną radością dziecka)

Spojrzenie w tył zmusiłoby nas do zrobienia.

 

STOP.

 

I świat by się zamknął.

I przez chwilę byłaby cisza.

I słyszelibyśmy po raz pierwszy własne myśli.

A wszyscy wiemy do czego takie zachowanie prowadzi.