Rozważania o Żałobie

„Smutek” C.S. Lewisa to coś innego.

Nie czytałem żadnej innej jego książki. Właściwie nie jest to powieść, a rozważania na temat żałoby. Po śmierci żony (chorej na raka) Lewis rozpoczyna nie datowany dziennik w którym analizuje swój ból jak i wiarę. Nie wspominałem o czytaniu jej z śmiesznych może względów, bo wiem, że nie potrafiłbym wyjaśnić dlaczego ją czytam. Zapewne jak bohater „Łaskawych” Dr. Aue szukam absolutu? On szukał absolutnego zła(czy je znalazł i jakie wyciągnął wnioski to inny temat), gdy ja szukam chyba czegoś innego, czegoś co zmusi mnie do odłożenia książki ze względu na moc przekazu
. Stadium bólu nie jest łatwym tematem do analizy, próbowałem coś takiego zrobić w postaci miniaturki „Do Ani”, czy mi wyszło ,czy nie to nie mnie oceniać. Jednak wróćmy z egoistycznej dygresji.

Lewis był chrześcijaninem i to utwierdzonym w swej wierze. Dla mnie agnostyka, była to fascynująca lektura. Zauważa się dwa charakterystyczne podejścia człowieka wierzącego do żałoby: 1) Boże dlaczego? 2) Bóg pomoże mi to przetrwać. Nie są one wymienne, a raczej (przynajmniej w przypadku Lewisa) wymieniają się i wpływają na siebie.
Jednak w tym temacie najbardziej poruszył mnie krótki opis na końcu jednego z rozdziałów, który brzmiał mniej więcej tak:
Ciężko powiedzieć „Boże wybacz Bogu”, jeśli nasza wiara jest prawdziwa, to Bóg ukrzyżował Boga.
To trafiło do mnie nie tyle z postawy religijnej, co teologicznej. Zainteresował mnie fakt, że chrześcijański aspekt cierpienia, zostaje przekazany źródle kultu. To można ruszyć dalej i zapytać, czy Bóg cierpiał wysyłając swego syna na śmierć.

To wszystko jednak, to filozoficzne dywagacje, do tego mogą się wydawać wydumane i nudne.

Ta książka nie była dla mnie taka. Mimo powtórzeń i dużej ilości wylanej goryczy, oglądamy nie tyle pogodzenie się z utratą osoby, a surową wiwisekcją własnego stanu ducha.  Cytat:
„Jeśli H. nie ma, nie było jej nigdy. Wziąłem kłębek atomów za żywą istotę. Nie ma i nigdy nie było żadnych ludzi, Śmieć odsłania jedynie pustkę, która zawsze istniała zamiast nich. Tzw. „Żywi” to po prostu ci niezdemaskowani jeszcze. Wszyscy to tacy sami bankruci, tylko niektórzy dotąd nieujawnieni”

Kolejnym aspektem, który mnie rusza to porównanie żałoby i bólu po stracie do uczucia niepokoju. Do stracenia celu. Niewątpliwie Lewis przeszedł przez każdy etap żałoby, nie jest to wprost pokazane, jednak wraz z czytaniem autor odkrywał przede mną kolejne swe przemyślenia i problemy.
Jak na tak małą objętość, nie jest to szybka lektura, zatrzymywałem się niekiedy, by zastanowić się nad co niektórymi zdaniami (min. nad użytym cytatem). Polecam tą lekturę tym, którzy jak ja wciąż szukają nowych wrażeń, niekoniecznie tych miłych

Reklamy